Biblia, Nowy Testament, Stary Testament, polskie przekłady, przemyślenia.
Kategorie: Wszystkie | Przekłady Biblii | Przemyślenia | Psalmy
RSS
środa, 16 czerwca 2010

Znowu duża przewa w pisaniu. Podzielę się więc notatkami ze wczorajszego spotkania, na które trafiłem za pośrednictwem pewnej męskiej wspólnoty. Gościem był rabin Pinchas Żarczyński, a tematem konferencji: Mężczyzna i jego miejsce w naszym świecie; rola i formacja mężczyzn i kobiet w judaizmie.

Rabin, rocznik 1981, wyjechał w wieku 4 lat z Polski do Izraela, dopiero niedawno tu wrócił, nie mówi całkowicie płynnie po polsku, ale to miało wbrew pozorom swoją zaletę. Gdy mówimy na tematy religijne bardzo łatwo wpaść w koleiny znanych dobrze pojęć nad którymi się nie zastanawiamy, tymczasem określenie czegoś językiem bardziej "chropowatym", bez szukania (i znajomości) terminologii religijnej może byc bardzo odświeżające.

Księga Rodzaju:

  • Pierwsza opowieść o stworzeniu człowieka (Rdz 1): człowiek - kobieta i mężczyzna.
  • Pierwszy człowiek - podobny Bogu - według moralności, nie według wyglądu itd.
  • Pierwszy człowiek - "pierwszy Adam" - Rabin używał tego zamiennie (a my zapominamy, że Adam to po hebrajsku człowiek)
  • Sens drugiej opowieści o stworzeniu człowieka (Rdz 2): najpierw powstał człowiek - mężyczna, a potem kobieta z jego części. Dlaczego? Aby mężczyzna i kobieta czuli że są stworzeni do tego aby być razem. Prawdziwy "Adam", to mężyczna i kobieta!
  • Rola mężczyzny: lider duchowy, "ideologiczny", człowiek wytyczający kierunek rodziny. To mężczyzna ma decydować "co chcemy robić z małżeństwem".
  • Rola kobiety: pomóc mężczyźnie. "Aby zwyciężyć ten świat, trzeba być razem"
  • Interpretacja grzechu pierworodnego (Rdz 3): grzech był nie wtedy, gdy Ewa zerwała owoc, ale gdy mąż tłumaczył się, "Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem."
    • Kobieta miała być "pomocą" dla mężyczny, a ten się na nią skarży, przez co pokazuje totalny brak odpowiedzialności.
    • Stąd wniosek: jeśli coś się dzieje źle w rodzinie - to mężczyzna ma problem.

Judaizm:

  • Chłopiec w judaiźmie staje się mężczyzną, gdy ma 13 lat
    • 13 lat to granica dojrzewania fizycznego, gdy chłopiec może dać życie.
    • Właśnie to dawanie, a nie dostawanie ma być misją mężczyzny.
    • Od tego czasu chłopiec jest też odpowiedzialny i karnie i religijnie
  • Małżeństwo - jako "porozumienie"
    • Papier podpisuje tylko mężyczna, kobieta zgadza się ustnie.
    • Mężczyzna zobowiązuje się że będzie karmić, odziewać, zaspokajać potrzeby.
    • Kobieta, która nie ma np. satysfakcji seksualnej może wnieść o rozwód!
    • Ogólny wniosek: Mężczyzna musi się bardziej starać!
  • Istota bycia mężczyzną w małżeństwie to odpowiedzialność:
    • W pierwszym rzędzie - za rodzinę.
    • Ale również za społeczność: "W miejscu gdzie nie ma ludzi, ty bądź człowiekiem!"
    • Za wychowanie dzieci
      • Syn: nauczyć go pracy oraz tego by był mężczyzną
      • Córka: aby znalazła dobrego mężczyznę :-)
  • Małżeństwo jako rząd :-)
    • Kobieta - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych - troszczy się o stabilność rodziny i wspólny dom
    • Mężczyzna - Ministerstwo Spraw Zagranicznych - występuje na zewnąrz, reprezentuje rodzinę.
  • Małżeństwo to tylko układ Win-Win, albo Lose-Lose, nigdy inaczej.
  • Dom rodzinny - wymusza zmianę nastawienia. Przy wejściu trzeba zapomnieć o świecie, kłopotach w pracy, trzeba się skupiać na rodzinie.

 

23:41, vroobelek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 lutego 2010

Temat, który zarysowałem kiedyś we wpisie: "Wiejadło - jakie wiejadło?" dotyczy takiego doboru słów i porównań, aby odbiorcy tłumaczenia rozumieli je i potrafili odnieść do swojego życia.

Nie zawsze wystarczy tylko wyjaśnienie słowa czy kontekstu. Co z tego, że przeczytam przypis i będę wszystko wiedział, jeśli będę traktował tekst biblijny jako coś starożytnego, co w ogóle nie ma dla mnie znaczenia?

My, Polacy, należący do kultury i cywilizacji europejskiej mamy całe szczęście wiele punktów wspólnych z realiami czasów biblijnych. Możemy np. nie rozumieć słowa "wiejadło", ale rozumiemy na czym polega praca rolnika.

Są jednak narody, którym jest znacznie trudniej. Polecam dwa artykuły z serwisu Biblijnego Stowarzyszenia Misyjnego o tlumaczeniach dla małych narodów w Afryce:

  • Trudne pytania w procesie tłumaczenia
  • Tłómacz - czyli wyobraźnia gura!

Jak mówić o jeziorze i połowie ludziom, którzy całe życie żyją na pustyni? Albo jak mówić o "sumieniu", w języku, w którym to słowo nie istnieje? Tłumaczenia Biblii są często największym źródłem pisanym w języku, w którym powstały. Zresztą kilkaset lat temu tak właśnie bylo z Biblią Wujka - nie było większego i bardziej popularnego tekstu w języku polskim.

Tłumacz stoi przed niełatwym zadaniem - jak sprawić, aby odbiorcy odebrali tekst w taki sam sposób, jak oryginalni czytelnicy - a jednocześnie, jak nie przekroczyć tej granicy, w której my nie przekazujemy słowa Bożego, a tylko naszą jego interpretację.

wtorek, 08 grudnia 2009

Kupiłem niedawno pierwsze wydanie Biblii Tysiąclecia. Tak, to krytykowane, oskarżane o nieudolność tłumaczenia i nazywane "Biblią tysięcy błędów". Poza chęcią przekonania się jak to było z tymi błędami, chciałem zobaczyć tłumaczenia trzech ksiąg, które w wydaniu II zostały zastąpione całkowicie.

Jednym z nich była Księga Jeremiasza. W I wydaniu wykorzystano tłumaczenie ks. Stanisława Stysia, piękne poetycko, ale momentami trochę archaiczne. Dlatego w drugim pojawiło się tłumaczenie ks. Lecha Stachowiaka. Może bardziej wierne, ale i bardziej bezbarwne. A przecież większość wypowiedzi prorockich to właśnie poezja.

Zacząłem czytać i wygląda na to, że Jeremiasza ponownie odkryję, bo czytając go po raz pierwszy rok temu trochę się męczyłem, właśnie poprzez niełatwy styl, zarówno w Biblii Poznańskiej, jak i BT.

Jednym z kluczowych tematów u Jeremiasza i innych proroków jest odejście Izraela od wiary w jedynego Boga, składanie ofiar bogom obcym i uleganie wpływowi innych religii. Prorocy używają tutaj bardzo mocnego porównania - do cudzołóstwa, czyli do zdrady małżeńskiej. Naród wybrany będąc poślubiony Bogu zdradza go gdzie popadnie.

Jeremiasz tłumaczony przez Stysia brzmi soczyście:

"Przez swą namiętną rozwiązłość zbezcześciła ziemię i cudzołożyła z kamieniem i drzewem". (Jr 3,10)

"Klacz chyża wielbłądzia, tam i sam biegająca,
kiedy się rwie do stepu,
w żądzy namiętnej chłonie powietrze;
któż chuć jej potrafi przytłumić?

Ktokolwiek jej pragnie, nie musi się trudzić,
znajdzie ją w jej miesiącu.
Bacz żebyś sobie nogi nie zdarła,
i by nie wyschło twe gardło!

Ale powiadasz: "Na próżno! Nic z tego!
Albowiem ja lubię obcych,
muszę się uganiać za nimi!" (Jr 2,24-25)

I tu refleksja. Bo możemy czytać te słowa z wyższością 2,5 tysiąca lat, które minęły. To było pogaństwo! Śmiesznie dla nas brzmią wersety o "rozkładaniu się na wzgórzach", gdzie Izraelici składali ofiary obcym bogom. Śmiesznie dla nas brzmią potępienia modlących się do kamienia.

Ale zapominamy, że te słowa są wciąż skierowane do nas. Księga Jeremiasza wcale się nie przeterminowała. Dziś nie składamy już ofiar przedmiotom martwym (choć patrząc na niektóre czcicielki świętych można mieć co do tego wątpliwości). Jesteśmy mądrzejsi, bardziej racjonalni, bardziej rozwinięci.

Wciąż zdradzamy Boga gdzie popadnie.

Bo nie chce nam się poczytać Biblii, bo mamy setki ciekawszych lektur.

Bo wizyta w kościele (czy choćby inny sposób święcenia dnia świętego) musi przegrać z całodzienną wycieczką.

Bo jak tu nie kłamać skoro trzeba.

Bo jesteśmy sobie przygodnymi chrześcijanami, tylko dlaczego ci kolesie w czarnym chcą od nas pieniądze i czemu tak gardłują o aborcję?

Pierwsze przykazanie jest najtrudniejsze do spełnienia i najczęściej łamane. Jeśli mam innego bożka, wtedy mam też inne priorytety w życiu, które prowadzą mnie do łamania innych przykazań. Chciałbym być tak całkowicie pewny tego, że idę drogą mojego Boga, a nie tego, co mi świat podrzucił, właściwie sprzedał, bo wszystko na świecie ma swoją cenę. Ale daleko mi od tego, wciaż podejmuję decyzje, które z tą drogą są sprzeczne.

I pędzę jak głupi, jak ta wielbłądzica z Jeremiasza.

piątek, 16 października 2009

Wrześniowy numer "W Drodze" przynosi tak właśnie zatytułowany wywiad z ojcem Piotrem Włodygą, jednym z tłumaczy Biblii Paulistów.

O samym przekładzie:

Jeżeli chodzi o przekład Biblii Paulistów – jestem pod dużym wrażeniem stylu przekładu Pieśni nad Pieśniami. Mam taki zwyczaj, że ilekroć biorę do ręki nowe tłumaczenie Biblii, zawsze zaczynam od Pieśni nad Pieśniami; traktuję ją jako papierek lakmusowy jakości przekładu. Bardzo przemawia do mnie też jędrność języka Księgi Koheleta. Koheleta lubię od dawna i często do niego sięgam. Przekład z Biblii Paulistów przeczytałem jednym tchem, nie wstając z fotela. Wciągnął mnie i koniec. Bardzo świeżo brzmią listy św. Pawła. Słowem – przekład cieszy i wciąga.

Wydaje mi się, że można tutaj mówić o sukcesie współpracy biblistów i językoznawców. Można nawet zaryzykować twierdzenie – być może w przyszłości badania naukowe je zweryfikują – że Biblia Paulistów była pierwszym nowoczesnym przekładem, w którym tak duży udział mieli językoznawcy, i to językoznawcy zawodowo specjalizujący się w języku religijnym i biblijnym. Sito było bardzo gęste. Chodziło o to, aby przekład był możliwie najbardziej czytelny dla odbiorcy – zarówno jeśli chodzi o warstwę treściową, jak i emocjonalną. Mam nadzieję, że to się udało.

I ogólnie o przekładach:

Zrozumiałość Biblii, przystępność, komunikatywność – to tylko jedno skrzydło przekazu. Jest jeszcze drugie – Biblia musi przynajmniej od pewnego momentu rodzić w odbiorcy sprzeciw, bunt, wywoływać poczucie niezrozumienia, niezadowolenia, a to już jest bardzo nie po linii wspomnianej demokratyzacji życia. Jeżeli rzeczywiście mam spotkać się z Bogiem, czytając na przykład opis powołania Mojżesza czy wizyty Jeremiasza u garncarza – to ten tekst musi mnie wyrzucić poza mnie, bo przecież Bóg, którego chcę spotkać, jest większy ode mnie. Jeżeli zawężymy pytania o przekład biblijny tylko i wyłącznie do komunikatywności w sensie płaskim, zaczniemy się kręcić w kółko.

Ostatecznym miernikiem jakości przekładu Biblii nie jest jej komunikatywność, ale zdolność budowania komunii, a tutaj przekład Biblii zaczyna bardziej przypominać pisanie ikony, które wymaga nie tylko wiedzy, sprawności i umiejętności, ale także osobistego zaangażowania – powiedziałbym nawet: zranienia Biblią, wydania się na pastwę przeżyć, które towarzyszą czytaniu Biblii i jej przekładaniu. Co wcale nie jest obce każdemu, kto na poważnie Biblię czyta i się jej poddaje. Stąd chyba konieczność dokonywania nowych przekładów i udoskonalania już istniejących

We rzeczonym numerze pisma kilka innych artykułów o przekładach. Polecam szczególnie wywiad z Beatą Lasotą, współautorką słynnej "Czytanki wg św. Zioma Janka".

niedziela, 11 października 2009

Pracując nad serią artykułów na Wikipedii poświęconych polskim przekładom Biblii zauważyłem rzecz bardzo charakterystyczną. Osobny artykuł na temat jakiegoś przekładu musi się jakoś nazywać - najlepiej tak jak ów przekład. Co jednak, jeśli przekład NIE MA nazwy?

W Polsce jak się okazuje, wiele współczesnych przekładów nie ma oficjalnych nazw, a ich twórcy i wydawcy nie widzą w tym chyba problemu.

Biblia Tysiąclecia -  ten tytuł używany był od początku, choć początkowo planowano tytuł "Biblia tyniecka", który również się przyjął. Ale publikacje powołujące się na ten przekład, choćby cytujące - nie zawsze używają nazwy "BT". Często mówią o Piśmie świętym wydanym przez Pallotinum.

Biblia Poznańska - tytuł pojawia się we wstępie do pierwszego tomu. I już w recenzji "Więzi" z lat 70. nazwa jest obecna. Jednak wydawcy chyba trochę się jej obawiali. Określenia "Biblia Poznańska" nie ma ani na okładce, ani w tytułach po otwarciu księgi. Tylko we wstępie. Może to też jedna z przyczyn, że BP przegrała "konkurencję" z Biblią Tysiąclecia i jest znacznie mniej znana?

Biblia Warszawska - to nie jest oficjalny tytuł. Oficjalny to "Pismo święte. Nowy przekład". W literaturze powoływano się na "wydanie BiZWB" od skrótu wydawcy. Nawet dziś na stronach Towarzystwa Biblijnego nie mamy tytułu "Biblia Warszawska". Jest za to "przekład Warszawski".

Biblia Warszawsko-Praska - tak, tutaj tytuł jest świadomie nadany i używany. Zarzucano nawet biskupowi Romaniukowi, że wybrał nazwę mylną, bo podobną do Biblii Warszawskiej.

Biblia Ekumeniczna - tu jest bardzo dobrze, jedna, krótka i określona nazwa.

Biblia Paulistów - a to akurat czysta twórczość, bo ten przekład choć powstały już w nowej, rynkowej rzeczywistości nie ma nazwy. Po prostu "najnowszy przekład z języków oryginalnych". I jak tę Biblię identyfikować? Czasami Paulińska, czasami Paulistów - od Edycji Świętego Pawła, która przekład wydała. Wydaje mi się, że trochę przyczyniłem się do popularności nazwy "Biblia Paulistów", tak właśnie nazywając swój artykuł na Wikipedii. Coraz częściej widzę, że właśnie taka jest używana. Ale wydawca - choć niedawno ukazał się pełny Stary i Nowy Testament - nadal nie zdecydował się na nazwanie.

Po co tytuły?

Nazwa jest podstawowym wyróżnikiem pewnej marki, jaką każdy przekład zdobywa na "rynku przekładów Biblii". Jak można mówić o przekładach, jak je porównywać ze sobą, jeśli nie potrafimy ich jednoznacznie nazwać?

Druga rzecz - ludzie sami nie wiedzą jaki mają przekład. Widzę to na Allegro, gdy ktoś wyprzedaje kolekcje rodzinne - nie ma często pojęcia co sprzedaje. Po prostu jakaś tam Biblia. Gdy szukam ciekawych okazji, muszę się domyśleć ze skanu pierwszej strony, lub o niego poprosić.

Rzut oka na wydania anglojęzyczne pokazuje inną sytuację.

Każde wydanie ma swoją nazwę, która

  • jest na okładce
  • jest promowana
  • jest niezmienna

Gdy pojawiają się nowe wydania, ich nazwy bazuja na starych.

Na przykład:

  • Today's New International Version bazuje na New International Version.
  • New Jerusalem Bible bazuje na Jerusalem Bible itd.

Daje to porządek i pomaga w większej świadomości tego, że Biblię można przecież przekładać w różny sposób. Świadomość Polaków co do istnienia różnych przekładów jest szczątkowa, a gdy to odkryją, czasami widać zdziwienie, jak to Biblia może się miedzy sobią różnić... Ale to już temat na inny artykuł.

niedziela, 12 lipca 2009

Planuję sierpniowy wyjazd w Tatry i pomyślałem o podobieństwie między górami i Biblią.

  • Są szlaki łatwe i piękne - a w Biblii będą to na przykład Ewangelie.
  • Są szlaki trudne i piękne - tu księgi prorockie, gdzie czasami trzeba iść i iść, żeby wyjść na piękną połoninę czy szczyt, a i uważać trzeba żeby nie spaść w jakieś urwiska proroctw przeciwko królowi Tyru.
  • Są szlaki łatwe, ale dość nużące, na których trzeba wysiłku żeby wydobyć perełki - Księga Przysłów nie wymaga ogromnego wysiłku, ale to może też znużyć.
  • Są szlaki trudne i nużące, po których nie chce się chodzić - weźmy sobie te geneaologie z Księgi Kronik.
  • Są szlaki grożące wypadkiem niewprawnym turystom i wymagające specjalnego ekwipunku - takim odpowiednikiem Orlej Perci będzie Apokalipsa. Oj niejeden już się poobijał.


Wiele szlaków łatwych latem, nie będzie łatwych zimą - i tak samo księga czytana w przekładzie, dajmy na to Biblii Tysiąclecia nie wydaje się sprawiać trudności, ale gdy sięgniemy po przekład dosłowny, albo tekst oryginalny, albo zaczniemy patrzeć na interpretacje - zaczną się schody.

Pewne jest też to, że góry nie wyglądają nigdy tak samo. Na prostym szlaku nas zaskoczyć nagła ulewa - zupełnie jak zwątpienie przy czytaniu doskonale znanego fragmentu. Jedni jeżdżą w Tatry w maju i walczą z dobrze zleżałym śniegiem, inni - w lipcu i lawirują między tłumami turystów, inni jeszcze we wrześniu szukając mitycznej Złotej Polskiej Jesieni. Tak samo Biblię można czytac w różnych przekładach, z różnymi komentarzami, z różnym celem. Jej szata w zależnosci od czytelnika będzie wyglądać inaczej, ale niezmiennie będzie to słowo Boże. Ludzie jeżdżący od lat w góry kochają je niezależnie od tego, od jakiej strony im się pokażą. Obyśmy tak samo umieli kochać Biblię.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Jest taka książka, która powinna być lekturą obowiązkową każdego poważnego czytelnika Nowego Testamentu. Tymczasem jej nakład jest od dawna wyczerpany, z wielkim trudem udało mi się kiedyś ją znaleźć na Allegro.

Chodzi o pozycję: "Pierwsi świadkowie. Pisma Ojców Apostolskich". Zawiera ona pisma, które zostały napisane niemalże zaraz po powstaniu Nowego Testamentu. Przy czym - to nie są (ostatnio modne) apokryfy - a autentyczne pisma pierwszych chrześcijan, z końca I wieku i z początku drugiego. Niektóre z nich trafiały kiedyś na pogranicze kanonu Nowego Testamentu, ostatecznie choć nie zostały uznane, cieszyły się przez długie lata szacunkiem. Czasami popadały w końcu w zapomnienie i znane są tylko z przekładów i cytowań.

Najstarsze są: urocze i bardzo piękne "Didache" - które w prostych słowach opisuje wczesną liturgię chrześcijańską i adaptuje na potrzeby chrześcijańśtwa klasyczny motyw "dwóch dróg" (o których była mowa w Psalmie 1). Równie starożytny jest list biskupa rzymskiego, Klemensa do Koryntian z lat 80-90. I. wieku (a więc starszy od Apokalipsy czy Listu Judy!) - przypominający jako żywo pisma Pawłowe, ale pisany już w wyraźnie innej rzeczywistości. Klemens wspomina między innymi o Pawle, dodając parę szczegółów do jego biografii po Dziejach Apostolskich.

Są też: listy świętego Ignacego Antiocheńskiego, list św. Polikarpa i opis jego męczeństwa - pierwszy z długiej serii takich opisów we wczesnym chrześcijaństwie. Jest List Barnaby, długa i skomplikowana wizja pt. "Pasterz Hermasa", wreszcie znana we fragmencie z liturgii Wielkiej Soboty Homilia paschalna Melitona z Sardes.

Listy przełożyła Anna Świderkówna, a wstęp i komentarze przygotował Marek Starowieyski. Pełny spis treści na stronach Biblioteki Ewangelicznej.

Naprawdę warto poszukać. Jeśli się nie da znaleźć, część tekstów można znaleźć w Internecie - są to prawdopodobnie skany z tego wydawnictwa:

  1. Didache
  2. List Klemensa Rzymskiego (+ katecheza Benedykta XVI na ten temat)
  3. Pasterz Hermasa (tutaj tłumaczenie amatorskie z angielskiego i dość kiepskie)

Ale na tym nie koniec! To była zaledwie pierwsza część.

W drugiej części książka przedstawia źródła dzisiejszych antychrześcijańskich stereotypów. Mianowicie pisma najwcześniejszych krytyków kościoła z II wieku. Naprawdę warto zadumać się nad tym co do powiedzenia mają cesarze rzymscy, ówcześni filozofowie i satyrycy. Niezbyt to się różni od współczesnych racjonalistów.

Trzecią część początkowo ignorowałem, ale jest również bardzo ważna. Jest to słownik pojęć wczesnego chrześcijaństwa. Pokazuje on genezę tych słów, które uznajemy za typowo chrześcijańskie, jak apostoł, biskup, chrzest, Eucharystia itd. Każde słowo widzimy najpierw w znaczeniu klasycznej greki, następnie w znaczeniu jakie mu nadawał Nowy Testament, a potem ojcowie apostolscy, których pisma zawarte były w pierwszej części. To bardzo ważne dla zrozumienia przekładów NT, niektóre tłumacząc jakieś słowo dokonują już interpretacji, inne przekładają je - niezgodnie z oryginałem, ale zgodnie z naszym dzisiejszym rozumieniem. Klasyczny przykład to słowa "baptismos" i "baptisma", które początkowo oznaczały "kąpiel" czy "zanurzenie", ale po jakimś czasie zaczęto je wiązać wyłącznie z chrztem.

Szkoda wielka, że nie jest to wznawiane. W ostatnich latach ukazały się piękne wydania apokryfów w opracowaniu Marka Starowieyskiego, miejmy nadzieję że przyjdzie czas i na te - starsze i dla nas ważniejsze - pisma pierwszych świadków.

08:43, vroobelek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 maja 2009

Czy Pismo święte należy czytać i interpretować samodzielnie? Czy raczej zdać się na to, czego naucza Kościół czy też inni "uczeni w Piśmie"?

Dwa często przywoływane (szczególnie przez katolików) fragmenty 2 Listu św. Piotra, które tej samodzielnej interpretacji zdają się przeczyć:

2P 1,20-21
To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia.
Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie.

2P 3:16
Są w nich [w listach Pawła] trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak i inne Pisma, na własną swoją zgubę.

Wypowiedzi te jednak nie zabraniają samodzielnej lektury, ani interpretacji Pisma. Można tylko wyciągnąć dwa wnioski dla wszystkich czytających Biblię.

1. Istnieje dar proroctwa i dar wyjaśniania proroctwa. Nie wolno na własną rękę wyjaśniać sobie księgi proroczej, np. Daniela czy Apokalipsy, bo to prowadzi do mnóstwa dziwnych teorii - i tu 2P jest proroczo przewidujące. :-)

Przeczytałem sobie kiedyś dzieło pt. "Apokalipsa" Antoniego Godka z kościoła Adwentystów. Spiętrzone argumenty, na podstawie których Godek rozwijał adwentystyczną wizję historii i przyszłości brzmiały niezwykle kusząco, jednak ogólny obraz bardziej zbliżony był do literatury w stylu "Kodu Da Vinci" niż poważnej książki teologicznej. Łatwo jest wziąć jakiś fragment, wstawić go tam gdzie nam pasuje i pominąć wszystkie inne możliwe interpretacje.

Ale co do innych rodzajów literackich autor listu 2P się tu nie wypowiada, choć oczywiście powinniśmy pamiętać o szerszej niż obecnie definicji "Proroctw" w biblijnym języku. Możemy więc swobodnie rozprawiać o interpretacji Ewangelii, opowiadań czy pouczeń moralnych.

2. Aby czytać niektóre trudniejsze fragmenty Pisma trzeba być:
- douczonym (na temat Biblii oczywiście)
- utwierdzonym w wierze (jeśli ktoś liczy na to, że Biblia rozwiąże jego wątpliwości w wierze, może się liczyć z efektem odwrotnym!)

Maria Kossowska przytacza taką wypowiedź ks. Piotra Skargi, mającą pokazywać odejście Kościoła katolickiego od Biblii od wieku XVII:

Nie ciśnijcie się do Biblii, wy ludzie świeccy; Biblia to kość twarda, a wy ludzie świeccy,słabe macie zęby: przeto i zęby popsujecie, a tego nie ugryziecie.

Dziś "zęby" mamy mocniejsze, pomaga nam w tym i wykształcenie ogólne i znajomość realiów świata biblijnego, także coraz lepsze przekłady i komentarze. Ale próba interpretowania Pisma bez przygotowania może właśnie przypominać porywanie się na coś, co nas przemoże. Inna sprawa, że nie jest to zawsze aż takie trudne. Istnieje zasada głosząca, że na temat rzeczywiście ważnych rzeczy Biblia wypowiada się w wielu miejscach. Sprawdzenie odnośnika na marginesie może nam pokazać znaczenie bieżącego fragmentu i w ten sposób Biblia oświeca siebie samą. Tym bardziej jednak nie wolno skupiać się na pojedynczych wersetach, które oderwane od kontekstu i od całości biblijnego orędzia stają się dla kogoś wyrocznią.

sobota, 24 stycznia 2009

Wobec Boga trzeba się nam zdobyć na małość intelektualną lub po prostu dołożyć starań, by sobie ową małość uświadomić. Dlatego Paul Claudel radził czytać Biblię na klęczkach. Jest się wtedy mniejszym. Podobnych rad udzielano nam również niejednokrotnie z wysokich katedr bardzo specjalistycznych uczelni biblijnych. Zresztą i przestroga, i rada analogiczna kryje się w następujących słowach samego Chrystusa: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Łk 10, 21). W postawie owych prostaczków na uwagę zasługuje nie tyle ich niewiedza, co raczej chęć dowiedzenia się czegoś, gotowość przyjęcia pouczeń od Boga. 
(Bp Kazimierz Romaniuk - "Jak nie należy czytać Biblii")

Czytam uwagę bp. Romaniuka, że wobec Biblii trzeba się zdobyć na pokorę i mieć postawę „prostaczków” którym objawione były prawdy Boże. Jak często wydaje mi się, że czytając Biblię wiem wszystko, że jakiś fragment nie pozostawia wątpliwości.

A potem czytam komentarz, słucham kazania, które z tego samego fragmentu wyciąga niezmiernie więcej. Okazuje się, że na przykład części dialogu, przez które przebiegałem wzrokiem mają swoje znaczenie.

Postawa prostaczka oznacza, że każde słowo chłoniemy jak nowe. Nie zakładamy nic wcześniej. Wyłączamy całą swoją – zbędną w tym momencie - wiedzę, aby nastawić się na działanie Ducha Świętego. To bardzo trudne. Chciałbym czasami zdobyć niejako „władzę” nad Pismem, mieć wszystko już jasne, odłożyć je na półkę z poczuciem spełnionego obowiązku. To nie jest jednak właściwy sposób. 

Wszystko czego w Piśmie nie rozumiem, co mnie drażni, co mnie nudzi ma być jednocześnie wyzwaniem wymagającym pokory i "wyprostowania" mojej postawy.

 

PS. Tak, zaniedbywałem tego bloga. Planuję jednak w bliskim czasie uruchomić nieco inną inicjatywę, która bloga zastąpi. Oczywiście o wszystkim tutaj powiadomię. 

poniedziałek, 03 listopada 2008

Ukazały się właśnie dwa nowe przekłady ksiąg Starego Testamentu, które powinny zainteresować każdego czytelnika Biblii.

1. Biblia Ekumeniczna - księgi dydaktyczne

Towarzystwo Biblijne ogłosiło niedawno opublikowanie III tomu Starego Testamentu z księgami:

  • Psalmów (tłum. ks. dr Alfred Tschirschnitz, Luteranie),
  • Przysłów (tłum. dr Andrzej Kondracki, KRK),
  • Hioba (tłum. dr Marek Ambroży, Kościół Polskokatolicki), 
  • Koheleta
  • i Pieśni nad Pieśniami (obie tłum. ks. dr hab. Krzysztof Bardski, KRK).

Tom to trzeci, ale z serii Biblii Ekumenicznej publikacja druga, bo wcześniej ukazał się Nowy Testament wraz z Psalmami. 

Księga Psalmów w nowym wydaniu została trochę poprawiona. Jestem bardzo ciekaw tego przekładu, bo NT oraz Psalmy bardzo mi się momentami podobały.

Fragment artykułu nt. przekładu z pisma Zwiastun:

Znane słowa z początku Księgi kaznodziei Salomona, tradycyjnie tłumaczone: „marność nad marnościami, wszystko marność”, brzmią teraz: „ulotne, jakże ulotne, wszystko jest takie ulotne”, co – jak mówił ks. dr Mirosław Kiedzik – lepiej oddaje tekst hebrajski.

Można pogratulowac odwagi - podobny pomysł miał już Czesław Miłosz, który zamist "marność" wybrał początkowo "dym marny", jednak w końcu uległ tradycyjnemu przekładowi.

Od informacji o wydaniu Ksiąg Dydaktycznych minęło już kilka tygodni, a nie widzę ich w żadnej księgarni internetowej. Nie wiadomo też ile kosztują. Będę musiał się wybrać do księgarni TB w Warszawie.

2. Biblia Paulistów - całość!

W roku 2005 ukazał się Nowy Testament i Psalmy wydane przez Edycję Świętego Pawła, które momentalnie stały się moim ulubionym przekładem NT. Po pierwsze nowatorska forma graficzna - ten przekład wygląda po prostu ładnie, jest też całkiem funkcjonalny (choć swoje wady ma, jak np. bardzo szeroka kolumna wyjaśnień teologicznych). 

W listopadzie 2008 Edycja ogłosiła wydanie całości Biblii - Stary i Nowy Testament w jednym tomie. Kosztują 80 złotych bez pięciu groszy. Oczywiście za chwilę pobiegnę zamówić to wydanie. Szkoda tylko, że nie wydano osobno Starego Testamentu. Co z tymi, którzy jak ja kupili wcześniej Nowy...? Trudno, będzie nadmiarowy. Mógłbym go komuś oddać, ale przez parę lat porobiłem trochę notatek i podkreśleń. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
eXTReMe Tracker