Biblia, Nowy Testament, Stary Testament, polskie przekłady, przemyślenia.
Kategorie: Wszystkie | Przekłady Biblii | Przemyślenia | Psalmy
RSS
piątek, 16 października 2009

Wrześniowy numer "W Drodze" przynosi tak właśnie zatytułowany wywiad z ojcem Piotrem Włodygą, jednym z tłumaczy Biblii Paulistów.

O samym przekładzie:

Jeżeli chodzi o przekład Biblii Paulistów – jestem pod dużym wrażeniem stylu przekładu Pieśni nad Pieśniami. Mam taki zwyczaj, że ilekroć biorę do ręki nowe tłumaczenie Biblii, zawsze zaczynam od Pieśni nad Pieśniami; traktuję ją jako papierek lakmusowy jakości przekładu. Bardzo przemawia do mnie też jędrność języka Księgi Koheleta. Koheleta lubię od dawna i często do niego sięgam. Przekład z Biblii Paulistów przeczytałem jednym tchem, nie wstając z fotela. Wciągnął mnie i koniec. Bardzo świeżo brzmią listy św. Pawła. Słowem – przekład cieszy i wciąga.

Wydaje mi się, że można tutaj mówić o sukcesie współpracy biblistów i językoznawców. Można nawet zaryzykować twierdzenie – być może w przyszłości badania naukowe je zweryfikują – że Biblia Paulistów była pierwszym nowoczesnym przekładem, w którym tak duży udział mieli językoznawcy, i to językoznawcy zawodowo specjalizujący się w języku religijnym i biblijnym. Sito było bardzo gęste. Chodziło o to, aby przekład był możliwie najbardziej czytelny dla odbiorcy – zarówno jeśli chodzi o warstwę treściową, jak i emocjonalną. Mam nadzieję, że to się udało.

I ogólnie o przekładach:

Zrozumiałość Biblii, przystępność, komunikatywność – to tylko jedno skrzydło przekazu. Jest jeszcze drugie – Biblia musi przynajmniej od pewnego momentu rodzić w odbiorcy sprzeciw, bunt, wywoływać poczucie niezrozumienia, niezadowolenia, a to już jest bardzo nie po linii wspomnianej demokratyzacji życia. Jeżeli rzeczywiście mam spotkać się z Bogiem, czytając na przykład opis powołania Mojżesza czy wizyty Jeremiasza u garncarza – to ten tekst musi mnie wyrzucić poza mnie, bo przecież Bóg, którego chcę spotkać, jest większy ode mnie. Jeżeli zawężymy pytania o przekład biblijny tylko i wyłącznie do komunikatywności w sensie płaskim, zaczniemy się kręcić w kółko.

Ostatecznym miernikiem jakości przekładu Biblii nie jest jej komunikatywność, ale zdolność budowania komunii, a tutaj przekład Biblii zaczyna bardziej przypominać pisanie ikony, które wymaga nie tylko wiedzy, sprawności i umiejętności, ale także osobistego zaangażowania – powiedziałbym nawet: zranienia Biblią, wydania się na pastwę przeżyć, które towarzyszą czytaniu Biblii i jej przekładaniu. Co wcale nie jest obce każdemu, kto na poważnie Biblię czyta i się jej poddaje. Stąd chyba konieczność dokonywania nowych przekładów i udoskonalania już istniejących

We rzeczonym numerze pisma kilka innych artykułów o przekładach. Polecam szczególnie wywiad z Beatą Lasotą, współautorką słynnej "Czytanki wg św. Zioma Janka".

niedziela, 11 października 2009

Pracując nad serią artykułów na Wikipedii poświęconych polskim przekładom Biblii zauważyłem rzecz bardzo charakterystyczną. Osobny artykuł na temat jakiegoś przekładu musi się jakoś nazywać - najlepiej tak jak ów przekład. Co jednak, jeśli przekład NIE MA nazwy?

W Polsce jak się okazuje, wiele współczesnych przekładów nie ma oficjalnych nazw, a ich twórcy i wydawcy nie widzą w tym chyba problemu.

Biblia Tysiąclecia -  ten tytuł używany był od początku, choć początkowo planowano tytuł "Biblia tyniecka", który również się przyjął. Ale publikacje powołujące się na ten przekład, choćby cytujące - nie zawsze używają nazwy "BT". Często mówią o Piśmie świętym wydanym przez Pallotinum.

Biblia Poznańska - tytuł pojawia się we wstępie do pierwszego tomu. I już w recenzji "Więzi" z lat 70. nazwa jest obecna. Jednak wydawcy chyba trochę się jej obawiali. Określenia "Biblia Poznańska" nie ma ani na okładce, ani w tytułach po otwarciu księgi. Tylko we wstępie. Może to też jedna z przyczyn, że BP przegrała "konkurencję" z Biblią Tysiąclecia i jest znacznie mniej znana?

Biblia Warszawska - to nie jest oficjalny tytuł. Oficjalny to "Pismo święte. Nowy przekład". W literaturze powoływano się na "wydanie BiZWB" od skrótu wydawcy. Nawet dziś na stronach Towarzystwa Biblijnego nie mamy tytułu "Biblia Warszawska". Jest za to "przekład Warszawski".

Biblia Warszawsko-Praska - tak, tutaj tytuł jest świadomie nadany i używany. Zarzucano nawet biskupowi Romaniukowi, że wybrał nazwę mylną, bo podobną do Biblii Warszawskiej.

Biblia Ekumeniczna - tu jest bardzo dobrze, jedna, krótka i określona nazwa.

Biblia Paulistów - a to akurat czysta twórczość, bo ten przekład choć powstały już w nowej, rynkowej rzeczywistości nie ma nazwy. Po prostu "najnowszy przekład z języków oryginalnych". I jak tę Biblię identyfikować? Czasami Paulińska, czasami Paulistów - od Edycji Świętego Pawła, która przekład wydała. Wydaje mi się, że trochę przyczyniłem się do popularności nazwy "Biblia Paulistów", tak właśnie nazywając swój artykuł na Wikipedii. Coraz częściej widzę, że właśnie taka jest używana. Ale wydawca - choć niedawno ukazał się pełny Stary i Nowy Testament - nadal nie zdecydował się na nazwanie.

Po co tytuły?

Nazwa jest podstawowym wyróżnikiem pewnej marki, jaką każdy przekład zdobywa na "rynku przekładów Biblii". Jak można mówić o przekładach, jak je porównywać ze sobą, jeśli nie potrafimy ich jednoznacznie nazwać?

Druga rzecz - ludzie sami nie wiedzą jaki mają przekład. Widzę to na Allegro, gdy ktoś wyprzedaje kolekcje rodzinne - nie ma często pojęcia co sprzedaje. Po prostu jakaś tam Biblia. Gdy szukam ciekawych okazji, muszę się domyśleć ze skanu pierwszej strony, lub o niego poprosić.

Rzut oka na wydania anglojęzyczne pokazuje inną sytuację.

Każde wydanie ma swoją nazwę, która

  • jest na okładce
  • jest promowana
  • jest niezmienna

Gdy pojawiają się nowe wydania, ich nazwy bazuja na starych.

Na przykład:

  • Today's New International Version bazuje na New International Version.
  • New Jerusalem Bible bazuje na Jerusalem Bible itd.

Daje to porządek i pomaga w większej świadomości tego, że Biblię można przecież przekładać w różny sposób. Świadomość Polaków co do istnienia różnych przekładów jest szczątkowa, a gdy to odkryją, czasami widać zdziwienie, jak to Biblia może się miedzy sobią różnić... Ale to już temat na inny artykuł.

niedziela, 12 lipca 2009

Planuję sierpniowy wyjazd w Tatry i pomyślałem o podobieństwie między górami i Biblią.

  • Są szlaki łatwe i piękne - a w Biblii będą to na przykład Ewangelie.
  • Są szlaki trudne i piękne - tu księgi prorockie, gdzie czasami trzeba iść i iść, żeby wyjść na piękną połoninę czy szczyt, a i uważać trzeba żeby nie spaść w jakieś urwiska proroctw przeciwko królowi Tyru.
  • Są szlaki łatwe, ale dość nużące, na których trzeba wysiłku żeby wydobyć perełki - Księga Przysłów nie wymaga ogromnego wysiłku, ale to może też znużyć.
  • Są szlaki trudne i nużące, po których nie chce się chodzić - weźmy sobie te geneaologie z Księgi Kronik.
  • Są szlaki grożące wypadkiem niewprawnym turystom i wymagające specjalnego ekwipunku - takim odpowiednikiem Orlej Perci będzie Apokalipsa. Oj niejeden już się poobijał.


Wiele szlaków łatwych latem, nie będzie łatwych zimą - i tak samo księga czytana w przekładzie, dajmy na to Biblii Tysiąclecia nie wydaje się sprawiać trudności, ale gdy sięgniemy po przekład dosłowny, albo tekst oryginalny, albo zaczniemy patrzeć na interpretacje - zaczną się schody.

Pewne jest też to, że góry nie wyglądają nigdy tak samo. Na prostym szlaku nas zaskoczyć nagła ulewa - zupełnie jak zwątpienie przy czytaniu doskonale znanego fragmentu. Jedni jeżdżą w Tatry w maju i walczą z dobrze zleżałym śniegiem, inni - w lipcu i lawirują między tłumami turystów, inni jeszcze we wrześniu szukając mitycznej Złotej Polskiej Jesieni. Tak samo Biblię można czytac w różnych przekładach, z różnymi komentarzami, z różnym celem. Jej szata w zależnosci od czytelnika będzie wyglądać inaczej, ale niezmiennie będzie to słowo Boże. Ludzie jeżdżący od lat w góry kochają je niezależnie od tego, od jakiej strony im się pokażą. Obyśmy tak samo umieli kochać Biblię.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Jest taka książka, która powinna być lekturą obowiązkową każdego poważnego czytelnika Nowego Testamentu. Tymczasem jej nakład jest od dawna wyczerpany, z wielkim trudem udało mi się kiedyś ją znaleźć na Allegro.

Chodzi o pozycję: "Pierwsi świadkowie. Pisma Ojców Apostolskich". Zawiera ona pisma, które zostały napisane niemalże zaraz po powstaniu Nowego Testamentu. Przy czym - to nie są (ostatnio modne) apokryfy - a autentyczne pisma pierwszych chrześcijan, z końca I wieku i z początku drugiego. Niektóre z nich trafiały kiedyś na pogranicze kanonu Nowego Testamentu, ostatecznie choć nie zostały uznane, cieszyły się przez długie lata szacunkiem. Czasami popadały w końcu w zapomnienie i znane są tylko z przekładów i cytowań.

Najstarsze są: urocze i bardzo piękne "Didache" - które w prostych słowach opisuje wczesną liturgię chrześcijańską i adaptuje na potrzeby chrześcijańśtwa klasyczny motyw "dwóch dróg" (o których była mowa w Psalmie 1). Równie starożytny jest list biskupa rzymskiego, Klemensa do Koryntian z lat 80-90. I. wieku (a więc starszy od Apokalipsy czy Listu Judy!) - przypominający jako żywo pisma Pawłowe, ale pisany już w wyraźnie innej rzeczywistości. Klemens wspomina między innymi o Pawle, dodając parę szczegółów do jego biografii po Dziejach Apostolskich.

Są też: listy świętego Ignacego Antiocheńskiego, list św. Polikarpa i opis jego męczeństwa - pierwszy z długiej serii takich opisów we wczesnym chrześcijaństwie. Jest List Barnaby, długa i skomplikowana wizja pt. "Pasterz Hermasa", wreszcie znana we fragmencie z liturgii Wielkiej Soboty Homilia paschalna Melitona z Sardes.

Listy przełożyła Anna Świderkówna, a wstęp i komentarze przygotował Marek Starowieyski. Pełny spis treści na stronach Biblioteki Ewangelicznej.

Naprawdę warto poszukać. Jeśli się nie da znaleźć, część tekstów można znaleźć w Internecie - są to prawdopodobnie skany z tego wydawnictwa:

  1. Didache
  2. List Klemensa Rzymskiego (+ katecheza Benedykta XVI na ten temat)
  3. Pasterz Hermasa (tutaj tłumaczenie amatorskie z angielskiego i dość kiepskie)

Ale na tym nie koniec! To była zaledwie pierwsza część.

W drugiej części książka przedstawia źródła dzisiejszych antychrześcijańskich stereotypów. Mianowicie pisma najwcześniejszych krytyków kościoła z II wieku. Naprawdę warto zadumać się nad tym co do powiedzenia mają cesarze rzymscy, ówcześni filozofowie i satyrycy. Niezbyt to się różni od współczesnych racjonalistów.

Trzecią część początkowo ignorowałem, ale jest również bardzo ważna. Jest to słownik pojęć wczesnego chrześcijaństwa. Pokazuje on genezę tych słów, które uznajemy za typowo chrześcijańskie, jak apostoł, biskup, chrzest, Eucharystia itd. Każde słowo widzimy najpierw w znaczeniu klasycznej greki, następnie w znaczeniu jakie mu nadawał Nowy Testament, a potem ojcowie apostolscy, których pisma zawarte były w pierwszej części. To bardzo ważne dla zrozumienia przekładów NT, niektóre tłumacząc jakieś słowo dokonują już interpretacji, inne przekładają je - niezgodnie z oryginałem, ale zgodnie z naszym dzisiejszym rozumieniem. Klasyczny przykład to słowa "baptismos" i "baptisma", które początkowo oznaczały "kąpiel" czy "zanurzenie", ale po jakimś czasie zaczęto je wiązać wyłącznie z chrztem.

Szkoda wielka, że nie jest to wznawiane. W ostatnich latach ukazały się piękne wydania apokryfów w opracowaniu Marka Starowieyskiego, miejmy nadzieję że przyjdzie czas i na te - starsze i dla nas ważniejsze - pisma pierwszych świadków.

08:43, vroobelek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 maja 2009

Czy Pismo święte należy czytać i interpretować samodzielnie? Czy raczej zdać się na to, czego naucza Kościół czy też inni "uczeni w Piśmie"?

Dwa często przywoływane (szczególnie przez katolików) fragmenty 2 Listu św. Piotra, które tej samodzielnej interpretacji zdają się przeczyć:

2P 1,20-21
To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia.
Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie.

2P 3:16
Są w nich [w listach Pawła] trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak i inne Pisma, na własną swoją zgubę.

Wypowiedzi te jednak nie zabraniają samodzielnej lektury, ani interpretacji Pisma. Można tylko wyciągnąć dwa wnioski dla wszystkich czytających Biblię.

1. Istnieje dar proroctwa i dar wyjaśniania proroctwa. Nie wolno na własną rękę wyjaśniać sobie księgi proroczej, np. Daniela czy Apokalipsy, bo to prowadzi do mnóstwa dziwnych teorii - i tu 2P jest proroczo przewidujące. :-)

Przeczytałem sobie kiedyś dzieło pt. "Apokalipsa" Antoniego Godka z kościoła Adwentystów. Spiętrzone argumenty, na podstawie których Godek rozwijał adwentystyczną wizję historii i przyszłości brzmiały niezwykle kusząco, jednak ogólny obraz bardziej zbliżony był do literatury w stylu "Kodu Da Vinci" niż poważnej książki teologicznej. Łatwo jest wziąć jakiś fragment, wstawić go tam gdzie nam pasuje i pominąć wszystkie inne możliwe interpretacje.

Ale co do innych rodzajów literackich autor listu 2P się tu nie wypowiada, choć oczywiście powinniśmy pamiętać o szerszej niż obecnie definicji "Proroctw" w biblijnym języku. Możemy więc swobodnie rozprawiać o interpretacji Ewangelii, opowiadań czy pouczeń moralnych.

2. Aby czytać niektóre trudniejsze fragmenty Pisma trzeba być:
- douczonym (na temat Biblii oczywiście)
- utwierdzonym w wierze (jeśli ktoś liczy na to, że Biblia rozwiąże jego wątpliwości w wierze, może się liczyć z efektem odwrotnym!)

Maria Kossowska przytacza taką wypowiedź ks. Piotra Skargi, mającą pokazywać odejście Kościoła katolickiego od Biblii od wieku XVII:

Nie ciśnijcie się do Biblii, wy ludzie świeccy; Biblia to kość twarda, a wy ludzie świeccy,słabe macie zęby: przeto i zęby popsujecie, a tego nie ugryziecie.

Dziś "zęby" mamy mocniejsze, pomaga nam w tym i wykształcenie ogólne i znajomość realiów świata biblijnego, także coraz lepsze przekłady i komentarze. Ale próba interpretowania Pisma bez przygotowania może właśnie przypominać porywanie się na coś, co nas przemoże. Inna sprawa, że nie jest to zawsze aż takie trudne. Istnieje zasada głosząca, że na temat rzeczywiście ważnych rzeczy Biblia wypowiada się w wielu miejscach. Sprawdzenie odnośnika na marginesie może nam pokazać znaczenie bieżącego fragmentu i w ten sposób Biblia oświeca siebie samą. Tym bardziej jednak nie wolno skupiać się na pojedynczych wersetach, które oderwane od kontekstu i od całości biblijnego orędzia stają się dla kogoś wyrocznią.

sobota, 24 stycznia 2009

Wobec Boga trzeba się nam zdobyć na małość intelektualną lub po prostu dołożyć starań, by sobie ową małość uświadomić. Dlatego Paul Claudel radził czytać Biblię na klęczkach. Jest się wtedy mniejszym. Podobnych rad udzielano nam również niejednokrotnie z wysokich katedr bardzo specjalistycznych uczelni biblijnych. Zresztą i przestroga, i rada analogiczna kryje się w następujących słowach samego Chrystusa: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Łk 10, 21). W postawie owych prostaczków na uwagę zasługuje nie tyle ich niewiedza, co raczej chęć dowiedzenia się czegoś, gotowość przyjęcia pouczeń od Boga. 
(Bp Kazimierz Romaniuk - "Jak nie należy czytać Biblii")

Czytam uwagę bp. Romaniuka, że wobec Biblii trzeba się zdobyć na pokorę i mieć postawę „prostaczków” którym objawione były prawdy Boże. Jak często wydaje mi się, że czytając Biblię wiem wszystko, że jakiś fragment nie pozostawia wątpliwości.

A potem czytam komentarz, słucham kazania, które z tego samego fragmentu wyciąga niezmiernie więcej. Okazuje się, że na przykład części dialogu, przez które przebiegałem wzrokiem mają swoje znaczenie.

Postawa prostaczka oznacza, że każde słowo chłoniemy jak nowe. Nie zakładamy nic wcześniej. Wyłączamy całą swoją – zbędną w tym momencie - wiedzę, aby nastawić się na działanie Ducha Świętego. To bardzo trudne. Chciałbym czasami zdobyć niejako „władzę” nad Pismem, mieć wszystko już jasne, odłożyć je na półkę z poczuciem spełnionego obowiązku. To nie jest jednak właściwy sposób. 

Wszystko czego w Piśmie nie rozumiem, co mnie drażni, co mnie nudzi ma być jednocześnie wyzwaniem wymagającym pokory i "wyprostowania" mojej postawy.

 

PS. Tak, zaniedbywałem tego bloga. Planuję jednak w bliskim czasie uruchomić nieco inną inicjatywę, która bloga zastąpi. Oczywiście o wszystkim tutaj powiadomię. 

poniedziałek, 03 listopada 2008

Ukazały się właśnie dwa nowe przekłady ksiąg Starego Testamentu, które powinny zainteresować każdego czytelnika Biblii.

1. Biblia Ekumeniczna - księgi dydaktyczne

Towarzystwo Biblijne ogłosiło niedawno opublikowanie III tomu Starego Testamentu z księgami:

  • Psalmów (tłum. ks. dr Alfred Tschirschnitz, Luteranie),
  • Przysłów (tłum. dr Andrzej Kondracki, KRK),
  • Hioba (tłum. dr Marek Ambroży, Kościół Polskokatolicki), 
  • Koheleta
  • i Pieśni nad Pieśniami (obie tłum. ks. dr hab. Krzysztof Bardski, KRK).

Tom to trzeci, ale z serii Biblii Ekumenicznej publikacja druga, bo wcześniej ukazał się Nowy Testament wraz z Psalmami. 

Księga Psalmów w nowym wydaniu została trochę poprawiona. Jestem bardzo ciekaw tego przekładu, bo NT oraz Psalmy bardzo mi się momentami podobały.

Fragment artykułu nt. przekładu z pisma Zwiastun:

Znane słowa z początku Księgi kaznodziei Salomona, tradycyjnie tłumaczone: „marność nad marnościami, wszystko marność”, brzmią teraz: „ulotne, jakże ulotne, wszystko jest takie ulotne”, co – jak mówił ks. dr Mirosław Kiedzik – lepiej oddaje tekst hebrajski.

Można pogratulowac odwagi - podobny pomysł miał już Czesław Miłosz, który zamist "marność" wybrał początkowo "dym marny", jednak w końcu uległ tradycyjnemu przekładowi.

Od informacji o wydaniu Ksiąg Dydaktycznych minęło już kilka tygodni, a nie widzę ich w żadnej księgarni internetowej. Nie wiadomo też ile kosztują. Będę musiał się wybrać do księgarni TB w Warszawie.

2. Biblia Paulistów - całość!

W roku 2005 ukazał się Nowy Testament i Psalmy wydane przez Edycję Świętego Pawła, które momentalnie stały się moim ulubionym przekładem NT. Po pierwsze nowatorska forma graficzna - ten przekład wygląda po prostu ładnie, jest też całkiem funkcjonalny (choć swoje wady ma, jak np. bardzo szeroka kolumna wyjaśnień teologicznych). 

W listopadzie 2008 Edycja ogłosiła wydanie całości Biblii - Stary i Nowy Testament w jednym tomie. Kosztują 80 złotych bez pięciu groszy. Oczywiście za chwilę pobiegnę zamówić to wydanie. Szkoda tylko, że nie wydano osobno Starego Testamentu. Co z tymi, którzy jak ja kupili wcześniej Nowy...? Trudno, będzie nadmiarowy. Mógłbym go komuś oddać, ale przez parę lat porobiłem trochę notatek i podkreśleń. 

piątek, 08 sierpnia 2008

Uważam, że każdy, kto zaczyna na poważnie czytać Ewangelie, musi w pewnym momencie dojść do synopsy. Czym są synopsy ewangeliczne? Są to zestawienia tekstów z Ewangelii Mateusza, Marka i Łukasza czyli tzw. synoptycznych, wraz z ew. fragmentami Ewangelii Janowej.

Przy pomocy synopsy możemy zobaczyć różnice między Ewangeliami, np. co od Marka brał Mateusz, albo jak "upiększał" Markową stylistykę Łukasz. Nie jest to tylko ćwiczenie literackie. Każda z tych ksiąg ma swoją specyfikę, cel, dla której powstawała i w każdej poznajemy nieco inne oblicze Jezusa i jego nauki. Dodam - bardziej spójne. To, jakie mamy czasami wrażenie z niedzielnych czytań przypomina sytuację, w której bierzemy 4 zdjęcia i za pomocą jakiegoś programu łączymy je w jedno. To zdjęcie "idealne", ale nie realne.  

Synopsy są ważne, ale pierwsze takie zestawienie w Polsce ukazało się dopiero w drugiej połowie XX wieku.

Synopsa ks. Eugeniusza Dąbrowskiego

Pierwsza była Synopsa łacińsko-polska czterech ewangelii (Pallotinum, Poznań 1955). Jej autorem był ks. Eugeniusz Dąbrowski, wybitny (choć i kontrowersyjny) biblista, który wykorzystał tekst Nowego Testamentu w swoim przekładzie. Była to synopsa dwujęzyczna: po jednej stronie (formatu A4) znajdował się przekład łaciński Wulgaty, po drugiej - przekład polski.

Nakład - tylko 5000 egzemplarzy - od dawna to biały kruk. Trochę żałuję, że kiedyś widziałem to wydanie na Allegro i to dość tanio (około 10 złotych) i ... nie kupiłem, bo stwierdziłem że na taki ogromny tom nie ma miejsca na mojej półce...

Synopsa bp Kazimierza Romaniuka

Synopsa polska czterech ewangelii (Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, Wrocław 1985) to poręczne zestawienie opracowane przez biskupa Kazimierza Romaniuka. Bp Romaniuk wykorzystał swoje tłumaczenie Nowego Testamentu (wydanie III, Poznań 1984), które później stało się podstawą Biblii Warszawsko-Praskiej. Język jest więc bardzo ładny literacko, ale nie zawsze jest to tłumaczenie dosłowne. Nie jest to jednak duża wada. 

To bardzo przydatne, niewielkich rozmiarów wydanie, które można nawet nosić ze sobą. Książeczka dosyć często pojawia się na Allegro, można znaleźć poniżej 10 złotych. Mam i zdecydowanie polecam!

Synopsa Michała Wojciechowskiego

Synopsa czterech Ewangelii w nowym przekładzie polskim (Vocatio, Warszawa 1997) została przygotowana przez Michała Wojciechowskiego. Profesor Wojciechowski jest ciekawym człowiekiem, bo polska teologia katolicka została - chyba niestety - zdominowana przez księży, on zaś jest całkowicie osobą świecką. Pozwala mu to chyba na znacznie większą swobodę wypowiedzi.

Książka zawiera 367 tablic z odnośnikami, zgrupowanych w 18 częściach odpowiadających etapom życia Jezusa i głównym sekcjom Ewangelii. Ogólny schemat zainspirowany grecką synopsą Kurta Alanda, z modyfikacjami niezbędnymi z punktu widzenia polskiego biblisty. Według autora, nowy przekład jest bardziej dosłowny niż inne współczesne, co lepiej zachowuje siłę i piękno oryginału.

Synopsę wydało Vocatio, jest dostępna w większości dobrych sklepów za około 40 złotych. Nie mam, choć może sobie kupię, gdy tylko moje półki biblioteczne się powiększą.

Synopsa Krzysztofa Sykty

Ostatnia synopsa autorstwa Krzysztofa Sykty nie ukazała się nigdy w postaci papierowej i znajduje się tylko w Internecie. Zestawienie synoptyczne ewangelii w nowym przekładzie świeckim powstało w 1997, od 2002 kolejne wersje publikuje portal Racjonalista.pl. Początkowo podstawą dla synopsy był tekst Biblii Warszawskiej; następnie opierając się na tekstach greckich autor stworzył przekład własny.

Sykta we wprowadzeniu do synopsy twierdzi: 

W efekcie powstało tłumaczenie, którą nazwać można pierwszym przekładem świeckim, nie skażonym katolicką lub jakąkolwiek inną dogmatyką. Powstał przekład maksymalnie oczyszczony z późniejszych dodatków (w tym również, a raczej przede wszystkim, z dodatków i zniekształceń polskich tłumaczy), przekład, który ujawnił tychże wstawek znacznie więcej, dzięki dokładnemu zestawieniu poszczególnych zdań.

Racjonalista to portal agnostyków i ateistów, podobne nastawienie ma autor - próbuje za pomocą synopsy udowodnić różne swoje teorie na temat powstania Ewangelii, np. że powstały w II wieku n.e. Jest to pogląd już dzisiaj praktycznie niespotykany wśród naukowców, więc do jego pracy podchodziłbym ostrożnie, pamiętając że to praca "z tezą".

Uwaga: wykorzystałem artykuł swojego autorstwa z Wikipedii: Polskie synopsy Ewangelii, uzupełniając o własne opinie, których oczywiście na Wikipedii publikować nie można. :-)

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Księgi mądrościowe Starego Testamentu potrafią zadziwić. Minęło 2500-3000 lat, a ich rady są nadal aktualne. I to bez konieczności przystosowania czy parafrazy.

Często jest to mądrość uniwersalna, nie ograniczona czysto religijnie. Na przykład Księga Przysłów zawiera powiedzenia przypisywane Salomonowi i innym mędrcom, ale i też fragmenty mające wspólne źródło z egipskimi naukami Amenemope. Nie powinno to budzić niepokoju; to chyba dobrze, że natchniona księga potwierdza to, co mogłoby się wydawać tylko nauką "ludzką". 

Nasza mentalność, niezależnie jak długo jesteśmy chrześcijanami każe nam szukać w słowie Bożym konkretnych porad, "jak żyć". No i właśnie w Księdze Przysłów znajdziemy sporo takich porad. 

Nie wzbraniaj się dobrze świadczyć potrzebującemu,
jeżeli w twojej mocy jest to uczynić.
Nie mów bliźniemu twemu:
- odejdź i przyjdź później, a jutro ci dam - gdy możesz dać zaraz.

Prz 3,27-28 BP

Ten fragment dzisiaj mnie uderzył. Tak się składa, że zwraca się do mnie sporo różnych ludzi z prośbą o pomoc. Nie materialną czy pieniężną, ale związaną z czymś, co obecnie miewa większą wartość. Udzielenie informacji, wysłuchanie, porada. 

I jak często nie mam na to czasu, mówię: przyjdź później, nie wysłucham teraz twojej historii. Czy na pewno to co akurat robię jest tak bardzo ważne? Czy nie mogę poświęcić tych 10-15 minut?

Oczywiście, są granice.  "Jeżeli w twojej mocy jest to uczynić". BT4 tłumaczy: "gdy masz możność działania". Rzeczywiście czasami nie możemy. Ale czy to "nie mogę" nie jest aby wymówką i nie oznacza "nie chcę"?

Septuaginta czyli wersja grecka Biblii dodaje po tym fragmencie: "... bo nie wiesz co dzień jutrzejszy może ci przynieść" - jutro może już nie być szansy na ten dobry uczynek.

18:30, vroobelek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 maja 2008

Jeden z dramatyczniejszych fragmentów Ewangelii Markowej znajdziemy na początku rozdziału szóstego. Jezus powraca do rodzinnego Nazaretu, już otoczony sławą uzdrowiciela i posłańca Bożego.

I wyszedł stamtąd, i przychodzi do swojej ojczyzny, a jego uczniowie mu towarzyszą. A kiedy nastał szabat, zaczął nauczać w synagodze; i wielu słuchających zdumiewało się mówiąc: „Skąd mu to przyszło, i co to za mądrość jest mu dana. I takie moce działają przez jego ręce. Czy to nie cieśla, syn Maryi, i brat Jakuba i Józefa i Judy i Szymona? I czy jego siostry nie są tu z nami?” I pogubili się z jego powodu. I powiedział im Jezus: „Prorok jest szanowany, ale nie w swojej ojczyźnie, wśród krewnych i w swoim domu”. I nie mógł tam dokonać nic wielkiego, tyle że paru niemocnym nałożył ręce i uzdrowił. I dziwił się z powodu ich niewiary.

Nic wielkiego. Tyle cudownie prosty przekład Węcławskiego. Biblia Tysiąclecia i Warszawska mają już częściowo interpretację: "I nie mógł tam zdziałać (dokonać) żadnego cudu".

Nie mógł. Ten fragment zawsze przypomina o czymś, co mój kościół określa jako współdziałanie człowieka z łaską. Bez naszej zgody i bez naszej decyzji Jezus nie może nas przemienić.

Gdzie jest ten wszechmocny Bóg, którego powstrzymuje zwykła nasza niewiara? Ten Bóg nie chce jednak robić na siłę rewolucji, ten Bóg akceptuje naszą wolność wyboru, czy chcemy iść jego drogami czy raczej swoimi. Od dwóch tysięcy lat przedstawia nam pewną ofertę. Co z nią zrobimy?

Tę historię ewangeliczną rzadko przypomina się w kościołach. Jest pewnie czytana raz na trzy lata, kiedy przyjdzie jej pora - i tyle. Za rzadko. Ilu z nas przestało wierzyć, że Jezus jest w stanie zmienić nasze życie, że jest w stanie naprawdę dokonać czegoś wielkiego?

Tak jak mieszkańcy Nazeretu. Oni Jezusa znali na codzień, nie mogli więc założyć, że czymś ich jeszcze zaskoczy. Czym nas jeszcze może zaskoczyć? Ile lat minęło od naszego chrztu? Ile lat minęło od pierwszego świadomego wyznania wiary? Czy zredukowaliśmy Jezusa do elementu tradycji? Czy traktujemy go jako odległego suwerena, któremu przekazujemy tylko nasze prośby i nie myślimy jaka ma być NASZA odpowiedź na jego słowa?

I wołają ślepego, mówiąc mu: „Odwagi, wstań, woła cię”. A on zrzucił swój płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus mówi mu na to: „Co chcesz, żebym ci zrobił?” A ślepy powiedział mu: „Rabbuni, żebym przejrzał.” A Jezus mu powiedział: „Odejdź, uratowała cię twoja wiara.” No i przejrzał i poszedł z nim w drogę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
eXTReMe Tracker