Biblia, Nowy Testament, Stary Testament, polskie przekłady, przemyślenia.
Kategorie: Wszystkie | Przekłady Biblii | Przemyślenia | Psalmy
RSS
poniedziałek, 10 września 2007
Jedna z kluczowych koncepcji którą porusza współczesna psychologia rozwoju osobistego (np. Nathaniel Branden) dotyczy świadomości tego co się wokół nas dzieje i akceptacji tego. Można tę naukę streścić jednym zdaniem:

Rzeczywistość jest jaka jest.

I to - niezależnie czy nam się to podoba czy nie. Należy zaakceptować w pełni to co widzimy, bo można się mamić, szukać wymówek - ale to rzeczywistości nie zmieni.

Ta prawda pomaga mi przy czytaniu Pisma. A może nie tyle pomaga co otrzeźwia.

Są w Biblii fragmenty niewygodne. To te fragmenty Ewangelii, w których Jezus grozi różnymi karami, przypominając, że Bóg jest nie tylko miłosierny, ale i sprawiedliwy. Albo wysokie wymogi moralne dla chrześcijanina - np. wyliczanie przez św. Pawła różnych wykroczeń, pod które ewidentnie podpadam. Czy też starotestamentalny obraz Boga, jak inny od tego co widzimy w NT.

I mamy kilka możliwości.
  • Możemy "winić" autorów Biblii, że napisali tak a nie inaczej. Stąd bliska droga do podważenia natchnienia Pisma, dlatego że "jak oni mogli"!
  • Możemy szukać pomocy w krytyce biblijnej, hermeneutyce, historii form i redakcji. Czasami znajdziemy - i słusznie.
  • Możemy pójść dalej i szukać na siłę interpretacji, które nam odpowiadają (i potem powstają "kościoły" "błogosławiące" "małżeństwa" "kochających inaczej")
  • Możemy wreszcie przyjąć, że rzeczywistość jest jaka jest. Jeśli tak jest napisane i nie możemy inaczej tego rozumieć - to znaczy że tak jest.
Że naprawdę idzie się do piekła za to i za to. Że naprawdę należy żyć tak, a tak.

Że Bóg naprawdę jest taki.

I naprawdę, cokolwiek na ten temat byśmy sądzili, tego faktu nie zmieni.
poniedziałek, 03 września 2007

We "Wprowadzeniu do lektury Pisma Świętego" ks. Michał Bednarz przytacza następujący fragment rozmowy między T.F. Lawrence'm, a pewnym Arabem, niemalże wyjętym z kart biblijnych.

Dlaczego wy, ludzie Zachodu, chcecie wszystko wiedzieć? Za garstką naszych gwiazd my widzimy Boga, którego nie ma za waszym milionem. Chłopcy, my znamy tylko nasze plemienne tereny, nasze wielbłądy i nasze kobiety. Reszta i cała chwała należy do Boga. Jeżeli celem wiedzy ma być tylko liczenie nowych gwiazd, to radujmy się naszą głupotą.

Celem studiowania Pisma nie może być tylko zdobycie informacji. Głównym celem ma być odniesienie tych informacji do naszego życia i zastosowanie. Bednarz pisze:

Mądrość w znaczeniu biblijnym to pewna wiedza, z któej wynika postępowanie - "aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu" (2Tm 3,17)

Czy wolno jednak usprawiedliwić pięć godzin siedzenia nad jednym wersetem? Wolno. Wyobraźmy sobie dziewczynę, która dostaje list od chłopaka. Chodzi wszędzie z tym listem, czyta go wielokrotnie, z każdego słowa stara się wysnuć jego znaczenie, bo wie że choć chłopak pisze lapidarnie, to za tymi słowami kryje się jego miłość do niej. Ktoś określił Biblię jako "list miłosny" od Boga do nas. Jeśli potraktujemy to określenie z należytą powagą, czy może dziwić, że chcemy jak najlepiej poznać to, co Bóg przez kolejne strony Pisma chce do nas powiedzieć?

eXTReMe Tracker