Biblia, Nowy Testament, Stary Testament, polskie przekłady, przemyślenia.
Kategorie: Wszystkie | Przekłady Biblii | Przemyślenia | Psalmy
RSS
wtorek, 29 stycznia 2008
Pamiętam, że kiedy byłem młody, tak jak wy, i czytałem Ewangelię, to dla mnie najsilniejszym argumentem za prawdziwością tego, co czytam, było to, że tam nie ma żadnej taniej obietnicy. Mówił swoim uczniom prawdę zupełnie surową: nie spodziewajcie się, żadne królestwo z tego świata, żadne siedzenie po prawicy i po lewicy w znaczeniu urzędów tego przyszłego, mesjańskiego Króla. Mesjański Król pójdzie na krzyż i tam się sprawdzi.
Potem zmartwychwstanie da wam siłę, da wam moc Ducha Świętego, że potraficie przed światem dawać świadectwo temu Ukrzyżowanemu. Ale żadnej taniej obietnicy. Na świecie ucisk mieć będziecie.
Mnie to bardzo przekonywało, ponieważ normalnie ludzie starają się pociągać innych obietnicami. Obietnicami, karierą, korzyściami: co ci z tego przyjdzie, będziesz miał z tego to a to, a tamto... No rzeczywiście, można tak pójść. Chrystus - nic z tego. To jest największy dar. To jest nieskończony dar - Eucharystia, Chrystus. Jednocześnie jest to dar najgłębiej zobowiązujący i na tym polega jego siła kreatywna, przez to on buduje człowieka, buduje człowieczeństwo nasze, przez co nam daje tę siłę przebicia. Bo tak jest skonstruowany człowiek. Człowiek jest mocny, mocny świadomością celów, świadomością zadań, świadomością powinności, a także i świadomością tego, że jest miłowany. Dlatego, żebym się mógł przebić, muszę mieć pewność, że jestem miłowany.
(z przemówienia JPII do młodzieży, 10 czerwca 1987 w Krakowie, cyt. za e-kai)
13:03, vroobelek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 stycznia 2008

Jedną z poważnych wątpliwości na temat historyczności Jezusa, jaka naszła mnie przy lekturze Nowego Testamentu było potraktowanie Jego osoby w listach Pawłowych. Paweł skupia się wokół pierwotnego "kerygmatu" - Jezus posłany przez Boga umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał.

Co Jezus robił wcześniej, jak nauczał - to Pawła nie interesuje. Paweł nie cytuje mów Jezusa, ani nie opowiada cudów i znaków... A przecież wydaje nam się, że poznanie życia Jezusa pozwala bardziej w niego uwierzyć. Jest wątpliwość.

Stąd już krok do uznania, że Paweł o ziemskim życiu Jezusa nic nie mówił, bo ... nie wiedział nic na ten temat. Można to wytłumaczyć tym, że przecież poznał go w inny sposób niż inni apostołowie. Ale pojawia się też myśl - chwilkę. Ale przecież z pism, które mamy to listy Pawłowe są najstarsze. Ewangelie według współczesnych badań są o 10-20 lat młodsze. Czy aby nie było tak, że najpierw w chrześcijaństwie głoszono tylko kerygmat, a dopiero potem dorobiono całą historię ewangeliczną?

Ta wąptliwość doprowadziła do bardzo dalekich wniosków wśród teologów (głównie ewangelickich) w XX wieku. Począwszy od Rudolfa Bultmanna zaczęto dokonywać podziału:

  1. na "Chrystusa Wiary" - o którym nauczają Ewangelie
  2. i na "Jezusa Historycznego" - o którym w zasadzie niewiele da się powiedzieć, bo Ewangelie mają być konstrukcją teologiczną i nie przekazują historycznych informacji.

Nie ma co wyjaśniać, jaką dewastację dla naszej wiary mógłby spowodować taki podział - jeśliby okazał się prawdziwy. Owszem, jesteśmy w stanie przyjąć, że historia Edenu to alegoria, że połowa sukcesów patriarchów i bohaterów Starego Testamentu została mocno podlukrowana. Ale stwierdzić, że tak naprawdę nie wiadomo nic o Jezusie - tu już przekraczamy pewną granicę, gdzie trzeba spytać: na czym w zasadzie opiera się nasza wiara? Na mitach i legendach?

Na szczęście nie jest to prawdą i większość współczesnych biblistów odrzuca radykalne tezy liberalnych teologów. Polemice z teorią "Chrystusa wiary" poświęcił swoją ostatnią książkę "Jezus z Nazaretu" papież Benedykt XVI.

Do pewnych wniosków rozwiewających nasze wątpliwości można też dojść czytając sam Nowy Testament, a konkretnie drugi rozdział Dziejów Apostolskich. Przedstawiona jest w nim pierwsza mowa Piotra zaraz po otrzymaniu Ducha Świętego przez apostołów.

Kilka założeń, o których musimy pamiętać:

  • Dzieje Apostolskie napisał na pewno święty Łukasz (tzn ta sama osoba, która napisała Ewangelię według Łukasza), a zatem osoba znająca ziemskie życie Jezusa.
  • Dzieje Apostolskie powstały - jak mówi wstęp - po Ewangelii.
  • Według tradycji Ojców Kościoła, ale i według tekstu Dziejów - ich autor był towarzyszem podróży Pawła.
  • Data powstania Dziejów nie jest pewna - według tradycyjnego podejścia powstały one podczas pierwszego rzymskiego więzienia Pawła (około roku 62), według nowoczesnego - w latach 80/90 (wtedy autorem raczej nie był już Łukasz, ale wykorzystał starsze źródła), w każdym razie - po większości listów Pawłowych.

Powtórzę jeszcze raz - autor Dziejów znał ziemskie życie Jezusa. Według różnych nowych teorii, na Dzieje składa się trochę starszych relacji, które Łukasz obrobił, jednak Ewangelia i relacje o początku wspólnoty chrześcijańskiej pochodzą z tego samego źródła.

I oto pierwsza mowa Piotra, w której mówi o Jezusie:

Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim. (Dz 2,22-24 BT)

Dalej następuje argumentacja na podstawie ST i jeszcze:

Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem. (Dz 2,36)

Co Piotr mówi o Jezusie? Czy opowiada, jak pięknie nauczał w przypowieściach, czy wylicza kogo uzdrowił, czy może wspomina te trzy latach, które spędził jako uczeń Jezusa? Nie. Mówi o śmierci i zmartwychwstaniu.

Ten schemat powtarza się w całych Dziejach - ziemska działalność Jezusa staje się nieistotna - wszędzie gdzie apostołowie dotrą - głoszą Chrystusa zmartwychwstałego.

A zatem: święty Łukasz, który najpierw opisał historię życia Jezusa - potem odkłada ją ad acta i wcale już o niej nie wspomina! Mowy Piotra czy Pawła w Dziejach przypominają listy Pawłowe.

Dlaczego Piotr, który znał przecież mnóstwo szczegółów - potem nie nawiązywał do nich? Dlatego, że najważniejsze było głoszenie śmierci i zmartwychwstania!

Warto jednak zauważyć, że w tej pierwszej mowie Piotr wspomina:

Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was [...]

I tylko tyle. Jezusa w Jerozolimie znano. A co ze świętym Pawłem? Pamiętajmy o adresatach jego listów. Zachowane listy Pawła są zawsze skierowane do gmin chrześcijańskich - już nawróconych. Jest najbardziej prawdopodobne, że historie życia Jezusa były też tam głoszone. Listy Pawła na pewno nie były jedynym źródłem, z którego czerpali swoją wiedzę ówcześni chrześcijanie. Lata 40-50 to już czas powstania "Źródła Q", czyli zbioru zapisanych wypowiedzi Jezusa (z których korzytali Mateusz i Łukasz). Po co więc Paweł miałby to powtarzać? On po prostu powracał do ewidentnie najważniejszej sprawy - bez wiary w śmierć i zmartwychwstanie cała reszta się nie liczyła.

Być może, gdy Paweł pisał swoje listy, Łukasz właśnie kompilował Ewangelię (która powstała jako kompilacja materiałów Marka oraz Źródła Q) i Dzieje. Jeśli oni podróżowali razem - Paweł nie mógł nie wiedzieć o życiu i nauczaniu Jezusa (tym bardziej że przecież spotykał się z apostołami).

Gdyby nawet przyjąć, że Ewangelie zostały wymyślone później, a Dzieje powstały po roku 80. wtedy brak informacji o Jezusie w Dziejach nie daje się wyjaśnić - przecież redaktor mógłby "urozmaicić" mowy Apostołów o jakieś cytaty z Jezusa, podobnie jak "urozmaicał" wcześniejszą Ewangelię. To nawet logiczne - po co cytować ciągle ST, skoro można też samego Jezusa, szczególnie gdy mamy mowy wobec pogan albo przy okazji Soboru Jerozolimskiego i sporu o zachowanie Prawa (aż się prosi o fragment Kazania na Górze).

Jednak zbieżność tematyki w Dziejach i listach Pawłowych potwierdza, że:

  1. Apostołowie - zarówno ci, którzy znali Jezusa ziemskiego jak i późniejsi - głównie Paweł - skupiali się celowo na tematyce śmierci i zmartwychwstania Jezusa.
  2. I wcale nie oznacza to, że nie znali ziemskiego życia Jezusa, opisywanego przez Ewangelie.

Śpijmy spokojnie. Paweł niczego nie wymyślił. Ewangelii też nie wymyślono.

piątek, 18 stycznia 2008

Sławkas w komentarzu do poprzedniej notki tak pisze o Biblii Tysiąclecia:

... dla mnie momentami wygląda bardziej na tekst publicystyczny niż objawiony:(

Opinię tę podzielał też m.in. Czesław Miłosz, który tworząc swoje przekłady Biblii chciał dać właśnie odpór takim przypadkom. W przedmowie do Księgi Psalmów pisał:

Żargon inteligencko-dziennikarski wdziera się w przekłady liturgiczne, przynosząc teksty niezręczne, przeważnie odarte z piękna.

Jak to się stało, że tłumaczona przez jedną osobę Biblia Wujka przetrwała (oczywiście z modernizacjami) przez ponad 300 lat jako pomnik polszczyzny, a Biblia Tysiąclecia tłumaczona przez cały "Zespół Biblistów Polskich" czasami nie daje się czytać?

Czy jest to tylko kwestia przyzwyczajenia? Czy współczesne pokolenie nie znające innych przekładów będzie traktowało BT jako pomnik? Nie sądzę.

Jedną z przyczyn może być powierzenie współczesnych tłumaczeń biblistom. A zatem ludziom, którzy studiowali biblistykę, teologię, języki oryginalne - i przede wszystkim są naukowcami, specjalistami w powierzonej im dziedzinie.

Czy specjalista jest w stanie określić prawidłowe znaczenie tekstu oryginalnego, zrobić do niego przypisy i dać przekład dosłowny? Tak.

Czy specjalista jest w stanie dać przekład zrozumiały, zachowujący poetykę oryginału i po prostu piękny? Niekoniecznie.

No i dlatego te tłumaczenia są jakie są. Często suche, bez wyrazu i niewiele bardziej zrozumiałe niż archaiczny przekład Wujka. Pracę przy Biblii Tysiąclecia podzielono między różnych ludzi, z których każdy tłumaczył jedną lub kilka ksiąg. No i mimo późniejszych poprawek redakcyjnych różnice między księgami widać na oko. Co gorsza, czasami przekład lepszy literacko zastępowano w następnych wydaniach przez gorszy literacko, za to bardziej dosłowny.

Przykładem może być księga Jeremiasza, którą w I wydaniu BT przełożył nestor polskich biblistów i znany modernizator Biblii Wujka: ks. Stanisław Styś. W wyniku krytyki która spadła na BT, w II wydaniu przekład Stysia został zastąpiony przez nowe tłumaczenie ks. Lecha Stachowiaka - bardziej dosłowne, lecz słabsze literacko (opieram się tu na opinii ks. Frankowskiego, bo I wydania BT nie mam).

Jakie są na to sposoby?

Pierwszy: w latach 70. katolicki biblista ks. Janusz Frankowski proponował, aby nad każdym przekładem pracowały co najmniej trzy osoby: biblista, językoznawca i literat. Biblista dba o interpretację i współgranie przekładu z resztą Biblii. Językoznawca (polski) dba o poprawność języka, o to aby nie używać choć mimowolne żargonu czy uproszczeń. No a literat nadaje ostateczną formę przekładu.

Próbę takiej współpracy podjęto też w latach 70. o czym napiszę w następnej notce.

Drugi: nie pozwalać na to, aby przekład każdej księgi zależał od jednej osoby - tłumaczyć powinien duży zespół, w którym redagowanie jest dokładniejsze choćby przez to że wszyscy patrzą na ręce i nikt nie musi "bronić" swojego przekładu. Tak powstawała zdaje się Biblia Warszawska, również ostatnio wydana Biblia Paulistów - ma ona w wielu miejscach Nowego Testamentu lepszy język niż BT i BP, jest też bardziej równa - nie natrafiłem na okrutne wpadki. Niestety przekład Psalmów jest już znacznie słabszy i zniechęcił mnie do tej Księgi przez długie miesiące, gdy korzystałem tylko z Paulistów.

Trzeci: odwrotnie - wrócić do modelu tłumaczenia Biblii przez jedną osobę. Czy to praca na całe życie? Skoro Luter, Wujek czy Mikołajewski (tłumacz Biblii Gdańskiej) potrafili napisać swoje przekłady przez kilka lat - to dlaczego dzisiaj z komputerami, słownikami, genialnym oprogramowaniem biblijnym takim jak Bible Works miałoby być dłużej?

Mamy Biblię Warszawsko-Praską, dzieło biskupa Romaniuka, która literacko jest swobodniejsza i często łatwiejsza w lekturze niż przekłady tworzone przez zespoły.

Mamy też przekłady poetów - Brandstaettera i Miłosza. Wzbudzają one różne opinie, ale pokazują, że do tłumaczenia Biblii nawet dzisiaj nie trzeba studiów biblijnych trwających pół życia. Przecież tłumacz ma do dyspozycji tyle pomocy, komentarzy do tekstu oryginalnego, innych przekładów. Często jego praca nie tyle polega na odkrywaniu sensu oryginału (bo to już zrobili inni), a na najlepszym przekazaniu tego sensu w języku polskim.

czwartek, 17 stycznia 2008

Pisałem jakiś czas temu o kupowaniu w antykwariatach.

Psałterz Biblii greckiej to książka, na którą trafiłem całkowicie przypadkowo w warszawskim antykwariacie na Solcu. No bo nawet nie zdawałem sobie sprawy z istnienia takiego przekładu. Za całe 7 złotych taka perełka.

Jest to polskie tłumaczenie Księgi Psalmów z Septuaginty, którego dokonał ks. Antoni Tronina, wydane w 1996 przez KUL. Dlaczego tłumaczenie z greckiego? Ano dlatego, że spośród setek cytatów z Psalmów w Nowym Testamencie, większość pochodzi z Biblii greckiej. Septuaginta była tą Biblią, z której korzystali żydzi i chrześcijanie świata greckiego, a przecież w tym języku powstały Ewangelie.

Czytając jednak Nowy Testament nie zauważymy zawsze wszystkich nawiązań. Seputaginta - przetłumaczona z hebrajskiego w II w. przed naszą erą różni się w wielu miejscach od Biblii hebrajskiej, którą zachowaliśmy do dziś i z której tłumaczony jest dzisiaj Stary Testament. Różnice polegają głównie na pojedynczych słowach, ale czasami na pojedynczych słowach opierały się doktryny!

Tronina pisze:

Nowy Testament, zwłaszcza w opisach męki Pańskiej, wyraźnie odwołuje się do greckiej wersji psalmów. Starożytne przekłady łacińskie uwzględniają nawet w doborze słownictwa to duchowe pokrewieństwo pomiędzy Starym i Nowym Przymierzem. Natomiast współczesne przekłady Psałterza "z oryginału hebrajskiego" zatraciły wiele terminów wspólnych z orędziem ewangelicznym. Szacunek zatem dla zasady harmonii obu testamentów sprawia, że zaczynają się znów pojawiać tłumaczenia Biblii greckiej, zwłaszcza Księgi Psalmów.

Warto też zauważyć, że obecny tekst hebrajski pochodzi z VI-IX wieku naszej ery, kiedy to żydowscy uczeni, Masoreci dołożyli samogłoski do starszych manuskryptów (dziś nie zachowanych). Najstarszy zachowany kodeks hebrajski przygotowany przez Masoretów mamy z IX wieku (Kodeks orientalny i kodeks kairski). A manuskrypty Septuaginty zachowały się w kopiach z IV wieku (Kodeks Synajski). Są zatem starsze o pięć wieków.

Dlaczego tak ważne skąd pochodzą najstarsze kopie? Kolejne kopie oznaczały kolejne błędy i literówki w tekście, prowadzące do jego "skażenia", co oznacza, że różne fragmenty Starego Testamentu są dziś niezrozumiałe. Tłumacze Septuaginty przekładali z prawdopodobnie mniej skażonego tekstu hebrajskigo, a i niektóre fragmenty, które w hebrajskim są dla nas niezrozumiałe - przetłumaczyli tak, aby po grecku zrozumiałe były. Dlatego być może też tak, że tekst grecki jest bliższy oryginałowi niż zachowany tekst hebrajski. Co ciekawe, gdy w Qumran odkryto hebrajskie manuskrypty z około I wieku przed Chrystusem, okazało się, że niektóre są bliższe naszemu tekstowi hebrajskiemu, niektóre jednak greckiemu... Dlatego mamy pewne podstawy aby nie ignorować tekstu greckiego przy ustalaniu oryginalnej treści Biblii.

Dodać należy, że na tłumaczeniu z greki opierał się tzw. Psałterz Gallikański, czyli przekład łaciński Psalmów powstały w II w. naszej ery. Przekład ten z niewielkimi zmianami trafił do Wulgaty, która była oficjalną (i jedyną) Biblią kościoła powszechnego aż do czasów reformacji i wydań w językach narodowych.

Przekład Księgi Psalmów z greki poprzez wszystkie cytaty i nawiązania pokazuje łączność tej Księgi z Ewangelią i całym NT. Dlatego warto mieć to wydanie, jeśli kiedyś na nie natraficie, co jest niestety trudne, bo w księgarniach tej pozycji nie widziałem.

Dla poszukiwaczy dokładne informacje bibligraficzne:

Psałterz Biblii greckiej. Przełożył według wersji Septuaginty, wprowadzeniem i komentarzem opatrzył Antoni Tronina. Lublin: Red. Wydaw. KUL 1996 - 272 s. Katolicki Uniwersytet Lubelski. ISBN: 83-228-0460-1.

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Anioł Ślązak, mistyk z XIV wieku, napisał (nawiazując do Orygenesa) :

Jeśliby Chrystus w Betlejem był po tysiąckroć zrodzony,
A nie w tobie, na wieki pozostałbyś zgubiony…
Krzyż na Golgocie nie uwolni cię od złego,
Jeśli najpierw nie stanie w środku serca twego.

Życzę Wam wszystkim dobrego przeżycia tych świąt i owocnego odkrywania mocy Bożego Słowa przez cały następny rok...

16:08, vroobelek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 grudnia 2007

We wczorajszej Ewangelii jest spory ustęp o nauczaniu Jana Chrzciciela.

Zobaczywszy wielu faryzeuszów i saduceuszów, którzy przychodzili do niego po chrzest, powiedział:

- Żmije! Któż was zapewnił, że unikniecie zbliżającego się gniewu? Przynoście więc owoc godny nawrócenia, a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg może wywieść synów Abrahamowi. Siekiera już jest przyłożona do korzenia drzew. A każde drzewo, które nie rodzi dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone.

(Mt 3,7-10 BP)

Ksiądz na kole biblijnym opowiadał, jak często na kolędzie zdarza się, że słyszy kronikę rodzinną - mój ojciec był ministrantem, matka bardzo pobożna, a dziadek to prawie księdzem został. I pomyślałem, jak aktualne jest wciąż nauczanie Jana. Co mógłby mówić dzisiaj?

Przynoście więc owoc godny nawrócenia, a nie wmawiajcie sobie: katolika mamy za ojca i z rodziny katolickiej jesteśmy i do kościoła chodzimy, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg może wywieść lepszych katolików... 

Samozadowolenie z faktu kim jesteśmy. Jakie to typowe.

Oczywiście jest też drugi koniec tej refleksji wynikający z przypowieści o celniku i faryzeuszu. Czy nie myślę pewnego dnia: "dobrze, że nie jestem jak ci niedzielni katolicy?". Grzech pychy atakuje niepostrzeżenie.

środa, 05 grudnia 2007

Pismo Święte i książki biblijne można łatwo znaleźć w sieci. Co nie oznacza, że kupowanie jest takie łatwe, ale o tym później.

Na początek - gdzie szukać.

Jeśli wiemy czego szukamy, to możemy skorzystać z dwóch serwisów, które pomagają w znalezieniu najlepszych ofert.

Overto - http://www.overto.pl/ -  to wyszukiwarka aukcyjna. Przeszukuje Allegro, Ebaya i Świstaka czyli trzy największe polskie serwisy aukcyjne. Overto ma dwie wielkie zalety w porównaniu do np. wyszukiwarki Allegro.

Po pierwsze - wyszukiwanie jest pełnotekstowe - w tytułach i treści aukcji, a wyniki są ułożone według przydatności. Inaczej jest na Allegro, które po zaznaczeniu "szukaj w opisie" wyrzuca setki zupełnie dziwnych przedmiotów. 

Po drugie - Overto odmienia wyrazy, czyli jeśli szukamy po słowie "św. Paweł", znalezione będą też książki pasujące do "św. Pawła".

Największą wadą są problemy ze stabilnością. Twórcy Overto nawtykali gdzie się da różnych elementów dynamicznych i często wyszukiwarka się po prostu wiesza przy kolejnej stronie.

Ambona - http://ambona.pl/ - to "porównywarka cen książek katolickich". Wpisujemy tytuł książki i możemy obejrzeć ile koszuje (wraz z przesyłką) w różnych księgarniach. Ciekawostką jest objęcie przeszukiwaniem także amerykańskiego sklepu Christianbook.com - i można się przekonać, że niektóre anglojęzyczne tytuły są tam tańsze niż w polskim Empiku... Tak bywa. 

Serwis znajduje się na dość wczesnym etapie rozwoju, stąd nieco toporny wygląd i obsługa.

23:01, vroobelek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2007

Na podstawie artykułu z Wyborczej z maja zeszłego roku.

Pod koniec marca w tramwajach gdańskiej spółki Zakład Komunikacji Miejskiej pojawiły się plakaty z napisem: "Jezus powiedział do prostytutki: Ja Ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz". Poniżej znalazł się adres strony internetowej prowadzonej przez gdański zbór Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej. Autorem takiego pomysłu na zdobycie wiernych jest 33-letni lekarz Krzysztof Mojdyło, pastor zboru.

[...]

Niedawno miała się pojawić kolejna emisja plakatów. Tym razem z cytatem z Ewangelii św. Jana: "Jezus zapytał: gdzie pogrzebaliście Łazarza?".

Rzekli: "Panie pójdź i zobacz. ...Jezus rozpłakał się. Żydzi więc rzekli: - Patrz, jak go kochał".

Tym razem ZKM odmówił rozwieszenia plakatów w tramwajach. 

[...]

Zbigniew Kowalski, z-ca dyrektora ds. eksploatacji, odpisał pastorowi, że ZKM jest spółką jednoznacznie kojarzoną z miastem i dlatego nie tylko nie umieszcza "reklam zabronionych przez prawo, ale również naruszających dobre obyczaje, reklam o charakterze politycznym lub budzących kontrowersje społeczne". Jego zdaniem umieszczanie reklam na pojazdach spółki spowoduje "kojarzenie ich z poglądami spółki, a spółka jako firma związana z miastem musi być neutralna światopoglądowo i apolitycznie".

Do jakiej kategorii dyrektor Kowalski zaliczył cytaty z Ewangelii św. Jana?

- Mieliśmy sygnały od mieszkańców, którym nie podobały się plakaty. Mówili, że obrażają ich uczucia religijne - stwierdził Kowalski.

- Jakie? Ktoś do was napisał? - dopytywaliśmy

- Nie. Telefony jakieś były.

A to przecież wcale nie takie rewolucyjne cytaty. Ale i tak niektórych kłują w oczy. Zamykać chcą  Ewangelię w kościołach, bo przecież wychodząc z nabożeństwa zapominają o niej natychmiast. 

Jest jednak inna przyczyna, dla której zastanowiłbym się nad umieszczaniem takich reklam - czy Ewangelia jest własnością jakiegoś kościoła, że służyć ma do reklamowania jego usług? Z drugiej strony dlaczego nie - jeśli taki kościół opiera się na Ewangelii, dlaczego ma jej nie wykorzystać? Co o tym myślicie?

10:15, vroobelek
Link Komentarze (11) »
niedziela, 18 listopada 2007
 
Jeśli nie znajdziemy naszego ulubionego wydania, to może udać się do antykwariatu?
 
Teoretycznie powinno się udać. Setki Biblii zalega i kurzy się w polskich domach - kupione jako prezent, ozdoba półki czy po to "aby była". Nie zagląda się do nich przez całe lata. No i niektóre powinny trafiać w świetnym stanie na antykwaryczne półki.
 
Bogaty spis antykwariatów w wielu miastach  znajdziecie na stronie http://www.antyk-wariat.pl/
 
Warszawskie są tutaj: http://www.antyk-wariat.pl/antykwariaty/12-warszawa
 
Trochę rozczarowują, choć odwiedziłem ich jak dotąd niewiele, szukając raczej tych tańszych. Byłem m.in. w księgarni na Solcu - pełno, pełno, pełno półek z książkami. Podobnie w trzech małych pawilonach przy Słowackiego (z których tak naprawdę jeden - środkowy - jest godny uwagi, jego właściciel *wie* przynajmniej co ma.
 
Lepiej nie liczyć na znalezienie czegoś konkretnego - z Biblii pojawiają się najczęściej stare wydania Biblii Warszawskiej, które nie są przecież żadnym białym krukiem, bo można je spokojnie kupić np. w Towarzystwie Biblijnym. Również dość popularne - i dla niektórych interesujące są wydania Nowego Testamentu w przekładzie Seweryna Kowalskiego z lat 50. Piękny literacki język (choć moim zdaniem już nieco przestarzały) i według biblisty ks. Frankowskiego najbardziej zrozumiale przełożone listy św. Pawła. Przekłady Kowalskiego wydawane masowo przez PAX znalazły się w wielu naszych domach - ale dziś nie są już wznawiane, stanowią więc jakąś wartość.
 
Jeśli nie szukamy czegoś konkretnego, warto mieć oczy otwarte, bo a nuż na coś trafimy ciekawego.
 
środa, 14 listopada 2007

Tym razem w starym przekładzie ks. Eugeniusza Dąbrowskiego (1955, 5 złotych w antykwariacie na warszawskim Solcu, świetny stan) czytam:

Albowiem uczył ich jako ten, który ma władzę, a nie jako ich uczeni w piśmie i faryzeusze. (Mt 7,29). 

Podobny wątek przewija się też na samym początku Ewangelii Markowej. Jakie ma to znaczenie?

Po pierwsze, my trochę tego nie widzimy. Czytamy Ewangelie w oderwaniu od innych pism tamtych czasów. Ja też nie mam czasu aby czytać Flawiusza, ale wierzę autorom opracowań. To nie było tak, że samo pojawienie się Jezusa jako "wędrownego nauczyciela" było jakimś ewenementem. Owszem, byłoby na mazowieckiej wsi sto lat temu. Ale wówczas po wsiach i miasteczkach żydowskich takich nauczycieli krążyło wielu, lakonicznie wspominają o nich kroniki. Zresztą przed samym Jezusem nauczał Jan Chrzciciel - który też miał swoich uczniów, nie wszyscy stali się potem chrześcijanami, istnieli odrębnie podobno jeszcze w 2 wieku. Jednak to Jezus wyróżniał się od tych, którzy nauczali na co dzień. 

Po drugie, bywam czasami na różnych wykładach czy konferencjach. Widać jak na dłoni, czy prezentujący ma sam jakiś związek z tematyką wykładu, czy po prostu mówi nam o teorii, która nigdy go nie dotknęła. Jezus mówił jak ten, który ma władzę. Jako ten, który ustanawia nowe prawo, żyje według niego i do końca je wypełni. Jaka więc pewność musiała bić z jego słów! Nawet podwójnie przełożone (aramejski->grecki->polski) potrafią uderzyć po oczach.

1 , 2 , 3 , 4 , 5
eXTReMe Tracker