Biblia, Nowy Testament, Stary Testament, polskie przekłady, przemyślenia.
Kategorie: Wszystkie | Przekłady Biblii | Przemyślenia | Psalmy
RSS

Przekłady Biblii

wtorek, 23 lutego 2010

Temat, który zarysowałem kiedyś we wpisie: "Wiejadło - jakie wiejadło?" dotyczy takiego doboru słów i porównań, aby odbiorcy tłumaczenia rozumieli je i potrafili odnieść do swojego życia.

Nie zawsze wystarczy tylko wyjaśnienie słowa czy kontekstu. Co z tego, że przeczytam przypis i będę wszystko wiedział, jeśli będę traktował tekst biblijny jako coś starożytnego, co w ogóle nie ma dla mnie znaczenia?

My, Polacy, należący do kultury i cywilizacji europejskiej mamy całe szczęście wiele punktów wspólnych z realiami czasów biblijnych. Możemy np. nie rozumieć słowa "wiejadło", ale rozumiemy na czym polega praca rolnika.

Są jednak narody, którym jest znacznie trudniej. Polecam dwa artykuły z serwisu Biblijnego Stowarzyszenia Misyjnego o tlumaczeniach dla małych narodów w Afryce:

  • Trudne pytania w procesie tłumaczenia
  • Tłómacz - czyli wyobraźnia gura!

Jak mówić o jeziorze i połowie ludziom, którzy całe życie żyją na pustyni? Albo jak mówić o "sumieniu", w języku, w którym to słowo nie istnieje? Tłumaczenia Biblii są często największym źródłem pisanym w języku, w którym powstały. Zresztą kilkaset lat temu tak właśnie bylo z Biblią Wujka - nie było większego i bardziej popularnego tekstu w języku polskim.

Tłumacz stoi przed niełatwym zadaniem - jak sprawić, aby odbiorcy odebrali tekst w taki sam sposób, jak oryginalni czytelnicy - a jednocześnie, jak nie przekroczyć tej granicy, w której my nie przekazujemy słowa Bożego, a tylko naszą jego interpretację.

piątek, 16 października 2009

Wrześniowy numer "W Drodze" przynosi tak właśnie zatytułowany wywiad z ojcem Piotrem Włodygą, jednym z tłumaczy Biblii Paulistów.

O samym przekładzie:

Jeżeli chodzi o przekład Biblii Paulistów – jestem pod dużym wrażeniem stylu przekładu Pieśni nad Pieśniami. Mam taki zwyczaj, że ilekroć biorę do ręki nowe tłumaczenie Biblii, zawsze zaczynam od Pieśni nad Pieśniami; traktuję ją jako papierek lakmusowy jakości przekładu. Bardzo przemawia do mnie też jędrność języka Księgi Koheleta. Koheleta lubię od dawna i często do niego sięgam. Przekład z Biblii Paulistów przeczytałem jednym tchem, nie wstając z fotela. Wciągnął mnie i koniec. Bardzo świeżo brzmią listy św. Pawła. Słowem – przekład cieszy i wciąga.

Wydaje mi się, że można tutaj mówić o sukcesie współpracy biblistów i językoznawców. Można nawet zaryzykować twierdzenie – być może w przyszłości badania naukowe je zweryfikują – że Biblia Paulistów była pierwszym nowoczesnym przekładem, w którym tak duży udział mieli językoznawcy, i to językoznawcy zawodowo specjalizujący się w języku religijnym i biblijnym. Sito było bardzo gęste. Chodziło o to, aby przekład był możliwie najbardziej czytelny dla odbiorcy – zarówno jeśli chodzi o warstwę treściową, jak i emocjonalną. Mam nadzieję, że to się udało.

I ogólnie o przekładach:

Zrozumiałość Biblii, przystępność, komunikatywność – to tylko jedno skrzydło przekazu. Jest jeszcze drugie – Biblia musi przynajmniej od pewnego momentu rodzić w odbiorcy sprzeciw, bunt, wywoływać poczucie niezrozumienia, niezadowolenia, a to już jest bardzo nie po linii wspomnianej demokratyzacji życia. Jeżeli rzeczywiście mam spotkać się z Bogiem, czytając na przykład opis powołania Mojżesza czy wizyty Jeremiasza u garncarza – to ten tekst musi mnie wyrzucić poza mnie, bo przecież Bóg, którego chcę spotkać, jest większy ode mnie. Jeżeli zawężymy pytania o przekład biblijny tylko i wyłącznie do komunikatywności w sensie płaskim, zaczniemy się kręcić w kółko.

Ostatecznym miernikiem jakości przekładu Biblii nie jest jej komunikatywność, ale zdolność budowania komunii, a tutaj przekład Biblii zaczyna bardziej przypominać pisanie ikony, które wymaga nie tylko wiedzy, sprawności i umiejętności, ale także osobistego zaangażowania – powiedziałbym nawet: zranienia Biblią, wydania się na pastwę przeżyć, które towarzyszą czytaniu Biblii i jej przekładaniu. Co wcale nie jest obce każdemu, kto na poważnie Biblię czyta i się jej poddaje. Stąd chyba konieczność dokonywania nowych przekładów i udoskonalania już istniejących

We rzeczonym numerze pisma kilka innych artykułów o przekładach. Polecam szczególnie wywiad z Beatą Lasotą, współautorką słynnej "Czytanki wg św. Zioma Janka".

niedziela, 11 października 2009

Pracując nad serią artykułów na Wikipedii poświęconych polskim przekładom Biblii zauważyłem rzecz bardzo charakterystyczną. Osobny artykuł na temat jakiegoś przekładu musi się jakoś nazywać - najlepiej tak jak ów przekład. Co jednak, jeśli przekład NIE MA nazwy?

W Polsce jak się okazuje, wiele współczesnych przekładów nie ma oficjalnych nazw, a ich twórcy i wydawcy nie widzą w tym chyba problemu.

Biblia Tysiąclecia -  ten tytuł używany był od początku, choć początkowo planowano tytuł "Biblia tyniecka", który również się przyjął. Ale publikacje powołujące się na ten przekład, choćby cytujące - nie zawsze używają nazwy "BT". Często mówią o Piśmie świętym wydanym przez Pallotinum.

Biblia Poznańska - tytuł pojawia się we wstępie do pierwszego tomu. I już w recenzji "Więzi" z lat 70. nazwa jest obecna. Jednak wydawcy chyba trochę się jej obawiali. Określenia "Biblia Poznańska" nie ma ani na okładce, ani w tytułach po otwarciu księgi. Tylko we wstępie. Może to też jedna z przyczyn, że BP przegrała "konkurencję" z Biblią Tysiąclecia i jest znacznie mniej znana?

Biblia Warszawska - to nie jest oficjalny tytuł. Oficjalny to "Pismo święte. Nowy przekład". W literaturze powoływano się na "wydanie BiZWB" od skrótu wydawcy. Nawet dziś na stronach Towarzystwa Biblijnego nie mamy tytułu "Biblia Warszawska". Jest za to "przekład Warszawski".

Biblia Warszawsko-Praska - tak, tutaj tytuł jest świadomie nadany i używany. Zarzucano nawet biskupowi Romaniukowi, że wybrał nazwę mylną, bo podobną do Biblii Warszawskiej.

Biblia Ekumeniczna - tu jest bardzo dobrze, jedna, krótka i określona nazwa.

Biblia Paulistów - a to akurat czysta twórczość, bo ten przekład choć powstały już w nowej, rynkowej rzeczywistości nie ma nazwy. Po prostu "najnowszy przekład z języków oryginalnych". I jak tę Biblię identyfikować? Czasami Paulińska, czasami Paulistów - od Edycji Świętego Pawła, która przekład wydała. Wydaje mi się, że trochę przyczyniłem się do popularności nazwy "Biblia Paulistów", tak właśnie nazywając swój artykuł na Wikipedii. Coraz częściej widzę, że właśnie taka jest używana. Ale wydawca - choć niedawno ukazał się pełny Stary i Nowy Testament - nadal nie zdecydował się na nazwanie.

Po co tytuły?

Nazwa jest podstawowym wyróżnikiem pewnej marki, jaką każdy przekład zdobywa na "rynku przekładów Biblii". Jak można mówić o przekładach, jak je porównywać ze sobą, jeśli nie potrafimy ich jednoznacznie nazwać?

Druga rzecz - ludzie sami nie wiedzą jaki mają przekład. Widzę to na Allegro, gdy ktoś wyprzedaje kolekcje rodzinne - nie ma często pojęcia co sprzedaje. Po prostu jakaś tam Biblia. Gdy szukam ciekawych okazji, muszę się domyśleć ze skanu pierwszej strony, lub o niego poprosić.

Rzut oka na wydania anglojęzyczne pokazuje inną sytuację.

Każde wydanie ma swoją nazwę, która

  • jest na okładce
  • jest promowana
  • jest niezmienna

Gdy pojawiają się nowe wydania, ich nazwy bazuja na starych.

Na przykład:

  • Today's New International Version bazuje na New International Version.
  • New Jerusalem Bible bazuje na Jerusalem Bible itd.

Daje to porządek i pomaga w większej świadomości tego, że Biblię można przecież przekładać w różny sposób. Świadomość Polaków co do istnienia różnych przekładów jest szczątkowa, a gdy to odkryją, czasami widać zdziwienie, jak to Biblia może się miedzy sobią różnić... Ale to już temat na inny artykuł.

poniedziałek, 03 listopada 2008

Ukazały się właśnie dwa nowe przekłady ksiąg Starego Testamentu, które powinny zainteresować każdego czytelnika Biblii.

1. Biblia Ekumeniczna - księgi dydaktyczne

Towarzystwo Biblijne ogłosiło niedawno opublikowanie III tomu Starego Testamentu z księgami:

  • Psalmów (tłum. ks. dr Alfred Tschirschnitz, Luteranie),
  • Przysłów (tłum. dr Andrzej Kondracki, KRK),
  • Hioba (tłum. dr Marek Ambroży, Kościół Polskokatolicki), 
  • Koheleta
  • i Pieśni nad Pieśniami (obie tłum. ks. dr hab. Krzysztof Bardski, KRK).

Tom to trzeci, ale z serii Biblii Ekumenicznej publikacja druga, bo wcześniej ukazał się Nowy Testament wraz z Psalmami. 

Księga Psalmów w nowym wydaniu została trochę poprawiona. Jestem bardzo ciekaw tego przekładu, bo NT oraz Psalmy bardzo mi się momentami podobały.

Fragment artykułu nt. przekładu z pisma Zwiastun:

Znane słowa z początku Księgi kaznodziei Salomona, tradycyjnie tłumaczone: „marność nad marnościami, wszystko marność”, brzmią teraz: „ulotne, jakże ulotne, wszystko jest takie ulotne”, co – jak mówił ks. dr Mirosław Kiedzik – lepiej oddaje tekst hebrajski.

Można pogratulowac odwagi - podobny pomysł miał już Czesław Miłosz, który zamist "marność" wybrał początkowo "dym marny", jednak w końcu uległ tradycyjnemu przekładowi.

Od informacji o wydaniu Ksiąg Dydaktycznych minęło już kilka tygodni, a nie widzę ich w żadnej księgarni internetowej. Nie wiadomo też ile kosztują. Będę musiał się wybrać do księgarni TB w Warszawie.

2. Biblia Paulistów - całość!

W roku 2005 ukazał się Nowy Testament i Psalmy wydane przez Edycję Świętego Pawła, które momentalnie stały się moim ulubionym przekładem NT. Po pierwsze nowatorska forma graficzna - ten przekład wygląda po prostu ładnie, jest też całkiem funkcjonalny (choć swoje wady ma, jak np. bardzo szeroka kolumna wyjaśnień teologicznych). 

W listopadzie 2008 Edycja ogłosiła wydanie całości Biblii - Stary i Nowy Testament w jednym tomie. Kosztują 80 złotych bez pięciu groszy. Oczywiście za chwilę pobiegnę zamówić to wydanie. Szkoda tylko, że nie wydano osobno Starego Testamentu. Co z tymi, którzy jak ja kupili wcześniej Nowy...? Trudno, będzie nadmiarowy. Mógłbym go komuś oddać, ale przez parę lat porobiłem trochę notatek i podkreśleń. 

piątek, 08 sierpnia 2008

Uważam, że każdy, kto zaczyna na poważnie czytać Ewangelie, musi w pewnym momencie dojść do synopsy. Czym są synopsy ewangeliczne? Są to zestawienia tekstów z Ewangelii Mateusza, Marka i Łukasza czyli tzw. synoptycznych, wraz z ew. fragmentami Ewangelii Janowej.

Przy pomocy synopsy możemy zobaczyć różnice między Ewangeliami, np. co od Marka brał Mateusz, albo jak "upiększał" Markową stylistykę Łukasz. Nie jest to tylko ćwiczenie literackie. Każda z tych ksiąg ma swoją specyfikę, cel, dla której powstawała i w każdej poznajemy nieco inne oblicze Jezusa i jego nauki. Dodam - bardziej spójne. To, jakie mamy czasami wrażenie z niedzielnych czytań przypomina sytuację, w której bierzemy 4 zdjęcia i za pomocą jakiegoś programu łączymy je w jedno. To zdjęcie "idealne", ale nie realne.  

Synopsy są ważne, ale pierwsze takie zestawienie w Polsce ukazało się dopiero w drugiej połowie XX wieku.

Synopsa ks. Eugeniusza Dąbrowskiego

Pierwsza była Synopsa łacińsko-polska czterech ewangelii (Pallotinum, Poznań 1955). Jej autorem był ks. Eugeniusz Dąbrowski, wybitny (choć i kontrowersyjny) biblista, który wykorzystał tekst Nowego Testamentu w swoim przekładzie. Była to synopsa dwujęzyczna: po jednej stronie (formatu A4) znajdował się przekład łaciński Wulgaty, po drugiej - przekład polski.

Nakład - tylko 5000 egzemplarzy - od dawna to biały kruk. Trochę żałuję, że kiedyś widziałem to wydanie na Allegro i to dość tanio (około 10 złotych) i ... nie kupiłem, bo stwierdziłem że na taki ogromny tom nie ma miejsca na mojej półce...

Synopsa bp Kazimierza Romaniuka

Synopsa polska czterech ewangelii (Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, Wrocław 1985) to poręczne zestawienie opracowane przez biskupa Kazimierza Romaniuka. Bp Romaniuk wykorzystał swoje tłumaczenie Nowego Testamentu (wydanie III, Poznań 1984), które później stało się podstawą Biblii Warszawsko-Praskiej. Język jest więc bardzo ładny literacko, ale nie zawsze jest to tłumaczenie dosłowne. Nie jest to jednak duża wada. 

To bardzo przydatne, niewielkich rozmiarów wydanie, które można nawet nosić ze sobą. Książeczka dosyć często pojawia się na Allegro, można znaleźć poniżej 10 złotych. Mam i zdecydowanie polecam!

Synopsa Michała Wojciechowskiego

Synopsa czterech Ewangelii w nowym przekładzie polskim (Vocatio, Warszawa 1997) została przygotowana przez Michała Wojciechowskiego. Profesor Wojciechowski jest ciekawym człowiekiem, bo polska teologia katolicka została - chyba niestety - zdominowana przez księży, on zaś jest całkowicie osobą świecką. Pozwala mu to chyba na znacznie większą swobodę wypowiedzi.

Książka zawiera 367 tablic z odnośnikami, zgrupowanych w 18 częściach odpowiadających etapom życia Jezusa i głównym sekcjom Ewangelii. Ogólny schemat zainspirowany grecką synopsą Kurta Alanda, z modyfikacjami niezbędnymi z punktu widzenia polskiego biblisty. Według autora, nowy przekład jest bardziej dosłowny niż inne współczesne, co lepiej zachowuje siłę i piękno oryginału.

Synopsę wydało Vocatio, jest dostępna w większości dobrych sklepów za około 40 złotych. Nie mam, choć może sobie kupię, gdy tylko moje półki biblioteczne się powiększą.

Synopsa Krzysztofa Sykty

Ostatnia synopsa autorstwa Krzysztofa Sykty nie ukazała się nigdy w postaci papierowej i znajduje się tylko w Internecie. Zestawienie synoptyczne ewangelii w nowym przekładzie świeckim powstało w 1997, od 2002 kolejne wersje publikuje portal Racjonalista.pl. Początkowo podstawą dla synopsy był tekst Biblii Warszawskiej; następnie opierając się na tekstach greckich autor stworzył przekład własny.

Sykta we wprowadzeniu do synopsy twierdzi: 

W efekcie powstało tłumaczenie, którą nazwać można pierwszym przekładem świeckim, nie skażonym katolicką lub jakąkolwiek inną dogmatyką. Powstał przekład maksymalnie oczyszczony z późniejszych dodatków (w tym również, a raczej przede wszystkim, z dodatków i zniekształceń polskich tłumaczy), przekład, który ujawnił tychże wstawek znacznie więcej, dzięki dokładnemu zestawieniu poszczególnych zdań.

Racjonalista to portal agnostyków i ateistów, podobne nastawienie ma autor - próbuje za pomocą synopsy udowodnić różne swoje teorie na temat powstania Ewangelii, np. że powstały w II wieku n.e. Jest to pogląd już dzisiaj praktycznie niespotykany wśród naukowców, więc do jego pracy podchodziłbym ostrożnie, pamiętając że to praca "z tezą".

Uwaga: wykorzystałem artykuł swojego autorstwa z Wikipedii: Polskie synopsy Ewangelii, uzupełniając o własne opinie, których oczywiście na Wikipedii publikować nie można. :-)

poniedziałek, 11 lutego 2008

Kto z Was zna takie słowo "wiejadło"? Nie widzę nie słyszę.

Ja też nie znam. :-)

Jeśli zajrzycie do słownika PWN - również go tam nie ma. A mimo tego, słowo to nadal pokutuje w popularnych przekładach Biblii i słyszymy je co jakiś czas w niedzielnych czytaniach z Ewangelii według św. Mateusza 3,12, a konkretnie z mowy Jana Chrzciciela, w której ten zapowiada Chrystusa.

Mały przegląd:

Biblia Tysiąclecia, 4ed. (1965/1984)
Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.

Biblia Warszawska (1975)
W ręku jego jest wiejadło, by oczyścić klepisko swoje, i zbierze pszenicę swoją do spichlerza, lecz plewy spali w ogniu nieugaszonym.

Biblia Warszawsko-Praska (1997)
Ma On w ręku wiejadło, którym oczyści swe klepisko: ziarno zbierze do spichlerza, a plewy wrzuci do ognia, który nigdy nie gaśnie.

NT w przekł. S. Kowalskiego (1956)
Z wiejadłem w ręku oczyści swe klepisko: pszenicę zbierze do spichrza swego, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.

A wszystko zaczęło się od Biblii Wujka, którą cytuję za wydaniem zmodernizowanym (!) w latach 60.:

A jego wiejadło w ręce jego i wyczyści boisko swoje i zgromadzi pszenicę swą do gumna, plewy zaś spali ogniem nieugaszonym.

Chłopaki tłumaczący BT pojechali na całego. Do wiejadła dołożyli "omłot". Możliwe, że jest to wierne tłumaczenie tekstu greckiego. Ale tak przecież się nie mówi! Ile osób wie co to jest omłot? Ile procent współczesnych czytelników Biblii i ludzi odwiedzających kościoły pracowało kiedykolwiek przy młócce?

W czasach Wujka, były to normalne czynności, normalne słowa - a całe porównanie było zrozumiałe dla ówczesnego czytelnika. Dzisiaj trzeba to przekładać inaczej, chyba że chcemy zachować tekst "podniosły" i tajemniczy. W ten sposób jednak zadamy kłam oryginałowi. Czy Jan Chrzciciel używał bardzo technicznych określeń? Nie. Wszyscy zapewne go rozumieli. Dlatego musimy szukać rozwiązania, które jest zgodne z oryginałem, ale i jednocześnie nie zmusza nas do szukania słownika archaicznej polszczyzny (bo w normalnym - jak wspomniałem wyżej - już takiego słowa nie ma).

Można inaczej to przekładać. Nawet archaiczna Biblia Gdańska (zmodernizowana w XIX wieku) ma "łopatę".

Biblia Gdańska (1632)
Którego łopata jest w ręku jego, a wyczyści bojewisko swoje, i zgromadzi pszenicę swoję do gumna, ale plewy spali ogniem nieugaszonym.

Biblia Poznańska (1974/1975)
W Jego ręku sito do czyszczenia zboża! I oczyści swoje zboże. Ziarno zgromadzi w śpichlerzu, a plewy spali w nie gasnącym ogniu.

Przekład Dosłowny (2002)
w Jego ręku jest przetak i dokładnie wyczyści swoje klepisko, zbierze swoje ziarno do spichrza, plewy natomiast spali w ogniu nieugaszonym.

Przekład Nowego Świata (1997)
Ma on w ręce szuflę do odwiewania i całkowicie oczyści swe klepisko, i zbierze swą pszenicę do spichrza, ale plewy spali ogniem nieugaszonym.

Ksiądz Wolniewicz tłumaczący Ewangelię w Biblii Poznańskiej najbardziej zmodernizował tekst i jako jedyny zrezygnował z "ognia nieugaszonego", który też tchnie XVI-wiecznym dostojeństwem, można to jednak powiedzieć jaśniej.

piątek, 18 stycznia 2008

Sławkas w komentarzu do poprzedniej notki tak pisze o Biblii Tysiąclecia:

... dla mnie momentami wygląda bardziej na tekst publicystyczny niż objawiony:(

Opinię tę podzielał też m.in. Czesław Miłosz, który tworząc swoje przekłady Biblii chciał dać właśnie odpór takim przypadkom. W przedmowie do Księgi Psalmów pisał:

Żargon inteligencko-dziennikarski wdziera się w przekłady liturgiczne, przynosząc teksty niezręczne, przeważnie odarte z piękna.

Jak to się stało, że tłumaczona przez jedną osobę Biblia Wujka przetrwała (oczywiście z modernizacjami) przez ponad 300 lat jako pomnik polszczyzny, a Biblia Tysiąclecia tłumaczona przez cały "Zespół Biblistów Polskich" czasami nie daje się czytać?

Czy jest to tylko kwestia przyzwyczajenia? Czy współczesne pokolenie nie znające innych przekładów będzie traktowało BT jako pomnik? Nie sądzę.

Jedną z przyczyn może być powierzenie współczesnych tłumaczeń biblistom. A zatem ludziom, którzy studiowali biblistykę, teologię, języki oryginalne - i przede wszystkim są naukowcami, specjalistami w powierzonej im dziedzinie.

Czy specjalista jest w stanie określić prawidłowe znaczenie tekstu oryginalnego, zrobić do niego przypisy i dać przekład dosłowny? Tak.

Czy specjalista jest w stanie dać przekład zrozumiały, zachowujący poetykę oryginału i po prostu piękny? Niekoniecznie.

No i dlatego te tłumaczenia są jakie są. Często suche, bez wyrazu i niewiele bardziej zrozumiałe niż archaiczny przekład Wujka. Pracę przy Biblii Tysiąclecia podzielono między różnych ludzi, z których każdy tłumaczył jedną lub kilka ksiąg. No i mimo późniejszych poprawek redakcyjnych różnice między księgami widać na oko. Co gorsza, czasami przekład lepszy literacko zastępowano w następnych wydaniach przez gorszy literacko, za to bardziej dosłowny.

Przykładem może być księga Jeremiasza, którą w I wydaniu BT przełożył nestor polskich biblistów i znany modernizator Biblii Wujka: ks. Stanisław Styś. W wyniku krytyki która spadła na BT, w II wydaniu przekład Stysia został zastąpiony przez nowe tłumaczenie ks. Lecha Stachowiaka - bardziej dosłowne, lecz słabsze literacko (opieram się tu na opinii ks. Frankowskiego, bo I wydania BT nie mam).

Jakie są na to sposoby?

Pierwszy: w latach 70. katolicki biblista ks. Janusz Frankowski proponował, aby nad każdym przekładem pracowały co najmniej trzy osoby: biblista, językoznawca i literat. Biblista dba o interpretację i współgranie przekładu z resztą Biblii. Językoznawca (polski) dba o poprawność języka, o to aby nie używać choć mimowolne żargonu czy uproszczeń. No a literat nadaje ostateczną formę przekładu.

Próbę takiej współpracy podjęto też w latach 70. o czym napiszę w następnej notce.

Drugi: nie pozwalać na to, aby przekład każdej księgi zależał od jednej osoby - tłumaczyć powinien duży zespół, w którym redagowanie jest dokładniejsze choćby przez to że wszyscy patrzą na ręce i nikt nie musi "bronić" swojego przekładu. Tak powstawała zdaje się Biblia Warszawska, również ostatnio wydana Biblia Paulistów - ma ona w wielu miejscach Nowego Testamentu lepszy język niż BT i BP, jest też bardziej równa - nie natrafiłem na okrutne wpadki. Niestety przekład Psalmów jest już znacznie słabszy i zniechęcił mnie do tej Księgi przez długie miesiące, gdy korzystałem tylko z Paulistów.

Trzeci: odwrotnie - wrócić do modelu tłumaczenia Biblii przez jedną osobę. Czy to praca na całe życie? Skoro Luter, Wujek czy Mikołajewski (tłumacz Biblii Gdańskiej) potrafili napisać swoje przekłady przez kilka lat - to dlaczego dzisiaj z komputerami, słownikami, genialnym oprogramowaniem biblijnym takim jak Bible Works miałoby być dłużej?

Mamy Biblię Warszawsko-Praską, dzieło biskupa Romaniuka, która literacko jest swobodniejsza i często łatwiejsza w lekturze niż przekłady tworzone przez zespoły.

Mamy też przekłady poetów - Brandstaettera i Miłosza. Wzbudzają one różne opinie, ale pokazują, że do tłumaczenia Biblii nawet dzisiaj nie trzeba studiów biblijnych trwających pół życia. Przecież tłumacz ma do dyspozycji tyle pomocy, komentarzy do tekstu oryginalnego, innych przekładów. Często jego praca nie tyle polega na odkrywaniu sensu oryginału (bo to już zrobili inni), a na najlepszym przekazaniu tego sensu w języku polskim.

czwartek, 17 stycznia 2008

Pisałem jakiś czas temu o kupowaniu w antykwariatach.

Psałterz Biblii greckiej to książka, na którą trafiłem całkowicie przypadkowo w warszawskim antykwariacie na Solcu. No bo nawet nie zdawałem sobie sprawy z istnienia takiego przekładu. Za całe 7 złotych taka perełka.

Jest to polskie tłumaczenie Księgi Psalmów z Septuaginty, którego dokonał ks. Antoni Tronina, wydane w 1996 przez KUL. Dlaczego tłumaczenie z greckiego? Ano dlatego, że spośród setek cytatów z Psalmów w Nowym Testamencie, większość pochodzi z Biblii greckiej. Septuaginta była tą Biblią, z której korzystali żydzi i chrześcijanie świata greckiego, a przecież w tym języku powstały Ewangelie.

Czytając jednak Nowy Testament nie zauważymy zawsze wszystkich nawiązań. Seputaginta - przetłumaczona z hebrajskiego w II w. przed naszą erą różni się w wielu miejscach od Biblii hebrajskiej, którą zachowaliśmy do dziś i z której tłumaczony jest dzisiaj Stary Testament. Różnice polegają głównie na pojedynczych słowach, ale czasami na pojedynczych słowach opierały się doktryny!

Tronina pisze:

Nowy Testament, zwłaszcza w opisach męki Pańskiej, wyraźnie odwołuje się do greckiej wersji psalmów. Starożytne przekłady łacińskie uwzględniają nawet w doborze słownictwa to duchowe pokrewieństwo pomiędzy Starym i Nowym Przymierzem. Natomiast współczesne przekłady Psałterza "z oryginału hebrajskiego" zatraciły wiele terminów wspólnych z orędziem ewangelicznym. Szacunek zatem dla zasady harmonii obu testamentów sprawia, że zaczynają się znów pojawiać tłumaczenia Biblii greckiej, zwłaszcza Księgi Psalmów.

Warto też zauważyć, że obecny tekst hebrajski pochodzi z VI-IX wieku naszej ery, kiedy to żydowscy uczeni, Masoreci dołożyli samogłoski do starszych manuskryptów (dziś nie zachowanych). Najstarszy zachowany kodeks hebrajski przygotowany przez Masoretów mamy z IX wieku (Kodeks orientalny i kodeks kairski). A manuskrypty Septuaginty zachowały się w kopiach z IV wieku (Kodeks Synajski). Są zatem starsze o pięć wieków.

Dlaczego tak ważne skąd pochodzą najstarsze kopie? Kolejne kopie oznaczały kolejne błędy i literówki w tekście, prowadzące do jego "skażenia", co oznacza, że różne fragmenty Starego Testamentu są dziś niezrozumiałe. Tłumacze Septuaginty przekładali z prawdopodobnie mniej skażonego tekstu hebrajskigo, a i niektóre fragmenty, które w hebrajskim są dla nas niezrozumiałe - przetłumaczyli tak, aby po grecku zrozumiałe były. Dlatego być może też tak, że tekst grecki jest bliższy oryginałowi niż zachowany tekst hebrajski. Co ciekawe, gdy w Qumran odkryto hebrajskie manuskrypty z około I wieku przed Chrystusem, okazało się, że niektóre są bliższe naszemu tekstowi hebrajskiemu, niektóre jednak greckiemu... Dlatego mamy pewne podstawy aby nie ignorować tekstu greckiego przy ustalaniu oryginalnej treści Biblii.

Dodać należy, że na tłumaczeniu z greki opierał się tzw. Psałterz Gallikański, czyli przekład łaciński Psalmów powstały w II w. naszej ery. Przekład ten z niewielkimi zmianami trafił do Wulgaty, która była oficjalną (i jedyną) Biblią kościoła powszechnego aż do czasów reformacji i wydań w językach narodowych.

Przekład Księgi Psalmów z greki poprzez wszystkie cytaty i nawiązania pokazuje łączność tej Księgi z Ewangelią i całym NT. Dlatego warto mieć to wydanie, jeśli kiedyś na nie natraficie, co jest niestety trudne, bo w księgarniach tej pozycji nie widziałem.

Dla poszukiwaczy dokładne informacje bibligraficzne:

Psałterz Biblii greckiej. Przełożył według wersji Septuaginty, wprowadzeniem i komentarzem opatrzył Antoni Tronina. Lublin: Red. Wydaw. KUL 1996 - 272 s. Katolicki Uniwersytet Lubelski. ISBN: 83-228-0460-1.

niedziela, 18 listopada 2007
 
Jeśli nie znajdziemy naszego ulubionego wydania, to może udać się do antykwariatu?
 
Teoretycznie powinno się udać. Setki Biblii zalega i kurzy się w polskich domach - kupione jako prezent, ozdoba półki czy po to "aby była". Nie zagląda się do nich przez całe lata. No i niektóre powinny trafiać w świetnym stanie na antykwaryczne półki.
 
Bogaty spis antykwariatów w wielu miastach  znajdziecie na stronie http://www.antyk-wariat.pl/
 
Warszawskie są tutaj: http://www.antyk-wariat.pl/antykwariaty/12-warszawa
 
Trochę rozczarowują, choć odwiedziłem ich jak dotąd niewiele, szukając raczej tych tańszych. Byłem m.in. w księgarni na Solcu - pełno, pełno, pełno półek z książkami. Podobnie w trzech małych pawilonach przy Słowackiego (z których tak naprawdę jeden - środkowy - jest godny uwagi, jego właściciel *wie* przynajmniej co ma.
 
Lepiej nie liczyć na znalezienie czegoś konkretnego - z Biblii pojawiają się najczęściej stare wydania Biblii Warszawskiej, które nie są przecież żadnym białym krukiem, bo można je spokojnie kupić np. w Towarzystwie Biblijnym. Również dość popularne - i dla niektórych interesujące są wydania Nowego Testamentu w przekładzie Seweryna Kowalskiego z lat 50. Piękny literacki język (choć moim zdaniem już nieco przestarzały) i według biblisty ks. Frankowskiego najbardziej zrozumiale przełożone listy św. Pawła. Przekłady Kowalskiego wydawane masowo przez PAX znalazły się w wielu naszych domach - ale dziś nie są już wznawiane, stanowią więc jakąś wartość.
 
Jeśli nie szukamy czegoś konkretnego, warto mieć oczy otwarte, bo a nuż na coś trafimy ciekawego.
 
czwartek, 25 października 2007

Problem z pozoru wyssany z palca: idziemy do księgarni i kupujemy! To niestety nie jest zawsze możliwe.

Bo możemy mieć następujące wymagania:

  • chcemy porównać przed zakupem różne przekłady biblijne (a jest ich sporo),
  • szukamy konkretnego wydania, np. kieszonkowego lub przeciwnie - z dużym drukiem,
  • interesujemy się przekładami Biblii na języki obce.

Największe księgarnie "ogólne" w Warszawie: Empik oraz Traffic rozczarowują. Ich wybór jest bardzo skromny. Może jedno wydanie Biblii Tysiąclecia, Poznańskiej i trochę ekskluzywnych (cena powyżej 100 złotych) tomów z "Prymasowskiej Serii Biblijnej". 

Gdzie więc najlepiej pójść? W Warszawie polecam księgarnię Towarzystwa Biblijnego. Znajduje się ona na ulicy Marszałkowskiej 15A (między Trasą Łazienkowską i placem Unii Lubelskiej). Godziny otwarcia księgarni: on. - pt.: 10.00 - 18.00, sob.: 10.00 - 14.00.

Na stronie TB można obejrzeć cennik. W księgarni znajdują się wyłącznie wydania Biblii oraz literatura biblijna. Znajdziemy tam ze 20-30 wydań polskich, w tym kilkanaście wersji Bibli Warszawskiej, której TB jest wydawcą. Szczególnie polecam niedostępny gdzie indziej Nowy Testament - Współczesny Przekład z 1991 - cena zaledwie 5 lub 10 złotych. Są też wydania nieco kuriozalne jak "Nowy Testament - wydanie dla sportowców" - jest to zwykły NT w wersji Biblii Tysiąclecia lub Warszawskiej (nie pamiętam), z wkładką na końcu zawierajacą wywiady ze sportowcami. Po takiej nazwie spodziewałbym się np. komentarza przeznaczonego dla ludzi uprawiających sport. 

Są też dziesiątki przekładów na angielski, niemiecki, również na języki bardziej egzotyczne, np. albański. Tu jednak trzeba przygotować się na wydatek powyżej 50 złotych.

W księgarni nigdy nie widziałem tłumów, można spokojnie obejrzeć różne wydania - niestety nie ma gdzie usiąść.

 

 
1 , 2
eXTReMe Tracker